Kategorie
Ile kosztuje przetarg w branży eventowej?
Mocno „przeorany” niedawno przez Wielką Międzynarodową Firmę zacząłem się zastanawiać: ile tak naprawdę kosztuje przygotowanie oferty przetargowej w branży eventowej? Pracując wcześniej na rzecz innych agencji jakoś nie zaprzątałem sobie tym głowy. Ale działalność na własny rachunek...
...skłania do przemyśleń w szerszym kontekście. Oczywiście, mam świadomość, że przygotowanie oferty eventu to pikuś w porównaniu z przetargiem prowadzonym przez agencje full service (nie raz czytałem o kwotach kilku albo kilkusettysięcznych). Ale z takich pikusiów składa się każda walka o klienta, a wiadomo: know your enemy. Zacznijmy od briefu:
Branża: FMGC; Target: Key Accounci; Temat: szkolenia; Warunki brzegowe: precyzyjnie rozpisany timing i regiony; Data briefu: początek sierpnia; Początek imprez: początek października; Budżet:...nie podano.
W wyliczeniach przyjąłem stawkę 100 zł brutto za godzinę pracy event managera. Doświadczony, nad projektem pracuje sam. Oczywiście są to wartości uśrednione, nie pracowałem non-stop tylko nad tym tematem, ale trzymaliśmy się timingu.
Podejście 1
Szkolenie miało się odbyć w konkretnych datach i regionach. Poza akomodacją Klient oczekiwał też zapewnienia programu rozrywkowego, w każdej lokacji na takim samym poziomie. Postanowiliśmy zaproponować do wyboru po dwa hotele na region: sieciowy i w pałacu/zamku. Proponowane lokacje miały dość ograniczoną ofertę imprez, więc trzeba było poszukać dodatkowych rozwiązań.
Czas na research/rozmowy: 5h; czas na prezentację: 3h, czasna kosztorys: 2h; RAZEM: 10h
Feedback od Klienta: dochodzi kilka osób, zostajemy przy jednym typie lokalizacji, zmiana planowanego harmonogramu imprezy przez min. wydłużenie czasu szkoleń. („Jesteście Państwo na dobrej drodze!”)
Podejście 2
Niestety, potrzebny było kolejny kontakt z lokacjami celem potwierdzenia ilości miejsc a zwłaszcza dodatkowych wymagań co do sal. Odwołaliśmy pozostałych podwykonawców. Zaktualizowaliśmy ofertę.
Czas na research/rozmowy: 1h; czas na prezentację: 1h, czasna kosztorys: 1h; RAZEM: 3h
Feedback od Klienta: doprecyzowanie konkretnej liczby osób (tym razem zmniejszenie), zawężenie budżetu na atrakcje do konkretnej kwoty, doprecyzowanie wymagań pod atrakcje. Data rozstrzygnięcia przetargu: 1 września („Bardzo ciekawe pomysły!”)
Podejście 3
Niestety w między czasie jeden hotel wycofał się z oferty: dostał lepsze zapytanie i nie mógł czekać. Szukamy na gwałt nowej lokalizacji (starając się zachować poziom), sprawdzamy z hotelami czy pozostałe rezerwacje są aktualne, znowu doprecyzowujemy liczbę gości i podział pokojów. Coraz częściej dostajemy feedback, że robi się ciasno z czasem, że nie mamy gwarancji miejsc, etc.
Czas na research/rozmowy: 3h; czas na prezentację: 1h, czasna kosztorys: 0,5h; RAZEM: 4,5h
Feedback od Klienta: wszystko super, ale ceny zdecydowanie za wysokie (sic!). Klient podobno dostawał o wiele niższe. Dodatkowo mamy zaproponować prezenty dla gości. („Zostały juz tylko 2 agencje, w tym Państwo.”)
Podejście 4
Dzwonimy do hoteli i pytamy: czy wysyłali bezpośrednio jakieś specjalne oferty, skąd takie opinie? Nic podobnego, przy tak małym zapytaniu to standardowe ceny, juz z rabatami. Poza tym nigdy nie pracowali z Klientem. Pytamy czy nie da się ciut taniej? Dostajemy minimalne upusty. Uzupełniamy ofertę. Hotele alarmują, że nie gwarantują rezerwacji.
Czas na research/rozmowy: 2h; czas na prezentację: 0,5h; czas na kosztorys: 0,5h; RAZEM: 4h
Feedback od Klienta: Wybraliśmy inną agencje. Byliście Państwo za drodzy.
Mamy połowę września. Szacując pozostałe koszty: koszty postronie hoteli: minimum 2h na oferty: razem ok. 1000 zł; koszty pracy pozostałych podwykonawców: ok. 500 zł; przejazdy: 100 zł; koszt pracy Account Directora: ok. 500 zł (kontakt, nadzór, etc)
Razem estymowany koszt przetargu: ok. 4500 - 5000 zł
Mało? Dużo? Dla większej agencji eventowej pewnie nie (choć każdy teraz liczy pieniądze). Ale dla mniejszych firm, otrzymujących 2-3 takie zapytania w miesiącu robi się już poważny wydatek. Wyszło mi, że budżet na imprezę oscylował wokół 100 tys. zł. Wiemy, że w przetargu brały udział minimum 4 agencje. Przy składowych budżetu trudno by było wyciągać więcej niż 15-20 tys. zł zysku brutto. Dalsze rachunki pozostawiam pasjonatom :) A cóż wynika z tych wynurzeń?
- Przetarg był prowadzony przez dział zakupów. Zastanawia mnie w jaki sposób dokonuje on merytorycznej (a nie tylko finansowej) oceny projektów? Konsultuje za każdym razem wewnętrznie czy dostaje sztywne wytyczne? Powyższy przypadek pozawala sądzić, że taka duża ilość zmian po drodze i rozciągniecie przetargu w czasie (1,5 miesiąca) wynika z pojawienia się kolejnego ogniwa między bezpośrednim zamawiającym a agencją.
- Klienci często rozsyłają zapytania na etapie, gdzie dopiero krystalizują się ich potrzeby względem eventu. Niestety, sami będąc nieprecyzyjni oczekują konkretnych i dokładnie oszacowanych rozwiązań (co powoduje tworzenie szerokich ofert z kilkoma rozwiązaniami). A po przetargu okazuje się często-gęsto, że i tak wszystko zmienia się o 180 stopni.
- Wejście działu zakupów „do gry” powoduje, że nawet drobna zmiana musi być korygowana przez agencję w postaci kolejnego kosztorysu/prezentacji. Patrzący tylko na cyferki Klient odrzuca choć minimalny poziom umowności i żongluje kwotami 200 zł w lewo/300 zł w prawo. Na nic zdały się w tym przypadku kosztorysy „otwarte”, które pozwalały samemu korygować niewielkie zmiany.
- Stosowanie tanich chwytów negocjacyjnych w postaci „mieliśmy niższe oferty” świadczy raczej o krótkowzroczności i braku znajomości branży. Bardzo łatwo to zweryfikować, zwłaszcza jeśli gra się zpodwykonawcą/lokacją w otwarte karty (jaki klient, budżet, etc.). Działy zakupów nie mają chyba tego świadomości, a co za tym idzie łatwo odsłaniają swoje intencje: ma być tanio, potem dobrze. Ale wiadomo: deliver, deliver...
- Powód przegrania przetargu pozostawię bez komentarza...
A piszę o tym wszystkim, bo zastanawiam się, czy coraz częstsze angażowanie działów zakupów w przetargi eventowe i zrównanie tego narzędzia komunikacji z papierem toaletowym rzeczywiście przynosi takie wymierne oszczędności w firmie? Chętnie bym poznał opinię drugiej strony.
Seweryn Jakubiec
EntourageZobacz mój Profil na EventMapa.pl
Komentarze użytkowników
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-07 18:04:58
"Przetarg był prowadzony przez dział zakupów." - i to właściwie wystarczy. Coraz częściej natykamy się na ten problem i coraz częściej zastanawiamy, jak go ugryźć. I chodzi nie tylko o koszty ale i o czas.
Oczywiście można powiedzieć, że w pewnym sensie branża eventowa sama wsadziła się na tę minę, bo do niedawna normą było przycinanie w kosztorysie to tu, to tam i naiwna wiara, że klient się nie połapie (że dostał w agencji cenę wyższą, niż dostałby bezpośrednio u dostawcy).
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-08 09:34:44
Też się zastanawiam, na ile wprowadzenie do tego kotła dz.z. jest wynikiem zmian wewnątrz firm, a na ile efekt rozbuchanej polityki cenowej agencji.
Jeśli to drugie to, zgadzam się, sami ukręciliśmy sobie tego bata...
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-08 13:00:49
Trochę na pewno.
Ale znów przyrównując do branży reklamowej, w jakimś stopniu nam pokrewnej, to o ile wiem, przetargi zazwyczaj polegają na wymyślaniu czegoś, co potem i tak ląduje w koszu. Z innych powodów, bo w reklamie agencje chcą się chyba głównie pokazać, pokazać swoje możliwości robiąc projekty przetargowe, ale też jest to często praca na marne. I spore koszty.
I może to jest drugi powód, może po stronie klienta myśli się właśnie tak, że te nasze koszty to jest nasze ryzyko i nie powinniśmy się oburzać.
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-08 18:35:43
Zgadzam się. Tylko w 1 przetarg reklamowy rzadko kiedy zaangażowanych jest 10-15, ba - kilkadziesiąt podmiotów, większość przygotowań dzieje się in-house. I zastanawiam się, czy zrozumienie tego faktu przez robiących przetarg (i poszanowanie tego) mogłoby ułatwić pewne rzeczy. Czy też może jest to wpisane w ten biznes i już...
-
Michał Stradomski 2010-11-09 11:06:32
Our thinking is our highest value product; we will not part with it without appropriate compensation. If we demonstrate that we do not value our thinking, our clients and prospects will not. Our paying clients can rest assured that our best minds remain focused on solving their problems and not the problems of those who have yet to hire us.
(...)
We will resist putting ourselves in a position where we have overinvested in the buying cycle only to find the client cannot afford to pay us what we are worth. We will set a Minimum Level of Engagement and declare it early in conversations so that if the client cannot afford us, both parties will be able to walk away before wasting valuable resources.
Polecam: http://www.winwithoutpitching.com/manifesto?toc
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-09 11:12:19
Słuszne podejście. Tylko czy możliwe do zastosowania przy takim przetargu...?
-
Michał Stradomski 2010-11-09 11:35:53
Seweryn, jak sama nazwa wskazuje "win without pitching" - nie bierzesz udziału w przetargach :)
Czy choćby Steven Spielberg bierze udział w przetargach na reżyserowanie filmów?
Zamiast pisać oferty do kosza, zrób coś żeby być najlepszym w branży eventowej, kimś z kim klienci chcą robić eventy i z nikim innym. Jak? Choćby tak, że zamiast siedzieć i pisać oferty gratis, skup się na swoich najlepszych klientach (Pareto), poświęć im 5x więcej czasu a oni będą polecać Cię innym i będziesz miał klientów bez przetargów. Zaangażuj się w produkcje non-profit, dokształcaj się za granicą... aż w końcu klienci będą chcieli, żebyś to Ty robił imprezy a nie ktoś inny tańszy nawet o 100%.
Ludzie chodzą do kina na filmy Spielberga a nie na seans, na który był najtańszy bilet :)
Inna strategia, to poświęcić ten czas na inne projekty, które bardziej Cię kręcą niż pisanie ofert i zawracanie głowy swoim podwykonawcom :) My np. pracujemy nad serwisem konferencje.pl, który czyta 1000 osób dziennie a nie jedna Pani z marketingu firmy i to tylko stronę z kosztorysem :)
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-09 12:23:06
A mówisz to z perspektywy osoby, która robi eventy czy osoby, która prowadzi serwis internetowy?
-
Michał Stradomski 2010-11-09 13:18:18
Nie wiem, jakie ma to znaczenie dla dyskusji (ad personam?), ale odpowiem, że piszę to z punktu widzenia firmy, która dzięki temu, że nie robiła całymi dniami ofert na eventy a później anulacji, miała czas stworzyć projekty, dzięki którym nie musijuż robić eventów i robi tylko te projekty, które chce :) Czy to są konferencje, kongresy czy czy serwisy internetowe nie ma znaczenia. W czasie, w którym większość ludzi pisze oferty my robimy sobie projekty, które mają ponad 50% szans na sukces.
Przetarg jest jak poker – "jeżeli nie wiesz kto przy stole jest frajerem, to znaczy, że Ty nim jesteś" :)
Czy to nie jest jakiś absurd, że cała branża gra w pokera nie wiedząc nawet czy jest jakaś wygrana?, czy tylko kasyno "chce się zorientować"?, czy karty nie są znaczone?, jaka jest stawka?, ile osób gra?... i jeszcze ma pretensje do kasyna, że zaprasza do tej gry :)?
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-09 15:30:43
Oczywiście, sporo w tym racji. Ja nie biorę udziału w przetargach, bo na razie skupiam się na innych formach pozyskiwania klientów, ale ja mam dość nietypowy produkt, eventy, których raczej nikt inny nie zrobi, a jeśli, to nie tak, jak ja. I nie z tymi podwykonawcami, bo u wielu mam wyłączność. Ale to zobowiązuje - nie będę im zawracać głowy, jeśli mam 10% szans na realizację. Niemniej liczę się z tym, że i taka konieczność zaistnieje - i wówczas nie wiem, czy nie będę wolała się przebranżowić, bo dyskutowanie o meriutum eventowym z działem zakupu przypomina dyskusję o muzyce barokowej z główną księgową w operze. Szkoda zdrowia psychicznego. :)
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-09 17:05:48
@Michał: szacun za pogląd i za pomysł na biznes tylko co z tego? Piszesz z perspektywy osoby której temat generalnie nie dotyczy, a co za tym idzie cytowane "złote myśli" jakoś niespecjalnie do mnie trafiają. Bo pointa niby jaka: frajerska branża? olać eventy? przestań zrzędzić? No, nie wiem... A propos, czy to nie my "frajerzy" generujemy Ci sporo ruchu na Twoim portalu? :)
@Alicja: a no własnie, są agencje, które z zasady nie biorą udziału w przetargach, ale to promil w całym świecie reklamowym, który na przetargu stoi (a event zwłaszcza). Zastanawiam się ile eventówek ma stałe kontrakty (na papierze). Ja na swojej drodze spotkałem... dwie. I znam wielu takich co sztandary z hasłem "nie bierzemy udziału" już dawno schowali do szafy... :)
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-09 19:14:14
Oj, takich, co to mają stałe kontrakty jest wiele (i chyba wiesz, jak często to działa), ale to ma dwa końce, ten kij, i bywa utrudnieniem tak samo jak i ułatwieniem życia. Zależy od firmy, od profilu działalności, agencje eventowe typu full service z konieczności do przetargów startują, ale te niszowe, wyspecjalizowane lub mające własne produkty eventowe, choć mają trudniej ogólnie, mogą sobie pozwolić na afiszowanie się z "nie bierzemy udziału". Bo oprócz korporacji mają też innych, bardziej zróżnicowanych klientów. W tym eventówki full service.
Problem z działami zakupu, moim zdaniem, warto przynajmniej spróbować rozwiązać poprzez umożliwienie obu stronom kontaktu na jakimś neutralnym gruncie. My czasem potrzebujemy, by nasi podwykonawcy oświecili nas w pewnych kwestiach, może uda się i naszym klientom uświadomić to i owo? Liczę na Stowarzyszenie w tej kwestii.
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-09 19:41:53
Tak, tez mam nadzieje, że SBE będzie mógło być polem do dialogu i inicjatorem usprawnień.
-
Michał Stradomski 2010-11-10 14:15:52
Alicja: 100% racji, o to właśnie ostatecznie chodzi w unikaniu przetargów, żeby mieć taką unikalną pozycję na rynku żeby nie mieć konkurencji, Nie opłaca się być jedną z wielu agencji robiących to samo, zabijających się cenami w przetargach. O to mi właśnie chodziło w przykładzie ze Spielbergiem - on jest niepowtarzalny i nikt go nie może zastąpić w tym, co robi.
Seweryn:
Pointa? Jeśli już coś "olać" to przetargi. Robić eventy dla firm, które traktują Cię jak partnera, eksperta, osobę za której unikalną wiedzę i doświadczenie warto zapłacić a nie tylko wziąć za darmo, to co najcenniejsze (wiedzę!), a potem zapytać - "po co mi w ogóle agencja, przecież catering sam sobie mogę zamówić". Tylko na zdobycie tej unikalnej wiedzy i doświadczenia trzeba mieć czas, a żeby mieć czas, trzeba mieć odwagę zrezygnować z przetargów. Wiem, że to rozumiesz, inaczej byś nie pisał tego bloga. Jest on cenniejszy dla Twojej firmy i branży (!) niż kolejna oferta, która wyląduje w koszu.
Nie napisałem że ktokolwiek jest frajerem. To był cytat (w cudzysłowie!) ze starego karcianego powiedzenia. Chodzi o to, że jeśli bierzesz udział w przetargu i nie wiesz, że to Ty masz przewagę nad innymi oferentami, to znaczy, że ma ją ktoś inny. Twoje szanse na wygraną spadają poniżej 50%. Już nawet nie chodzi o nieuczciwość zamawiającego ale choćby o to, że ktoś już kiedyś coś dla tej firmy robił i wolą wybrać jego, bo z nim praca będzie łatwiejsza niż z kimś nowym. Albo ktoś ma lepszą markę (sieciówki!), albo dopiero zaczyna i robi poniżej kosztów, albo ma większą wiedzę o potrzebach firmy, dowiedział się jaki jest budżet itd itd... Przeczytaj sobie to, ja tego tak dobrze nie umiem wytłumaczyć.
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-10 15:33:43
Poczytam :) Choć na chwilę obecną myślę, że przy stanie naszego rynku, świadomości, profesjonalizacji to - generalizując - jeszcze utopia. Bo event niepowtarzalny jest w 20%. Reszta to te same schematy, propozycje, scenariusze. Trudno tu wypracować unikalną pozycję... Chyba że unikalnością nazwiemy rzetelność, profesjonalizm, uczciwość, wiedzę, kreatywność, etc...
Tak czy siak ostatniego klienta - nowego - mam bez przetargu... z polecenia :) I to chyba o tym piszesz?
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-11 12:22:28
"Tak czy siak ostatniego klienta - nowego - mam bez przetargu... z polecenia :)"
I o to chodzi.
W naszej branży wygrywanie przetargów ma krótkie nogi. Nie jest rzadkością sytuacja, w której agencja, by dotrzymać warunków przetargowych, tnie po kosztach masakrycznie (waląc tym samym po głowach swoich pracowników i podwykonawców). I tu znów sami ukręcamy (jako branża) na siebie bata - najpierw kombinacje jak zawyżyć swoje zyski, teraz kombinacje jak wyjść na swoje maksymalnie zaniżając koszty... i myślicie, że klient nie ma świadomości, co się dzieje? Takiego klienta trudno utrzymać, to może być dobre na jeden raz, może i czasem gra warta jest świeczki (super zlecenie, które podnosi znacząco prestiż agencji), ale na pewno nie jest to metoda na stałe.
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-11 12:58:07
... i dlatego nie jest trudno pochwalić się 20,30 i więcej klientami gdzie w wielu przypadkach to były pojedyncze strzały :)
-
Michał Stradomski 2010-11-16 12:53:05
Trafiłem dziś przypadkiem na jeszcze na jedno rozwiązanie problemu z przetargami (jak znów widać to nie jest tylko polski problem i znów nie ma bezpłatnych obiadów):
By their nature, RFPs tend to inflate costs. Vendors do not bill for their proposal work, but clearly, the preparation cost has to be built into billable rates, or their firms would not remain viable. It’s not uncommon for consultants to build 25% (or more) into their hourly rates to cover proposal work.
Drugi wniosek jest taki, że firmy, które nie biorą udziału w przetargach powinny być tańsze i bezpieczniejsze (mniejsze ryzyko niewypłacalności) co proszę potraktować jako krypto-autoreklamę :)
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-16 16:21:17
Trudno się nie zgodzić: "rozprzetargowana" agencja na jakimś etapie (od razu) musi kalkulować koszty przetargu w rentowność projektu. Eventówki też mają koszty poza osobowymi i biurowymi: wizualizacje (kto trzyma grafika na etacie?), materiały video, wizje lokalne...
PS. W ostatnim M&M w felietonie o przetargach autorka przytacza, że agencje inwestowały po 200 tyś zł by zdobyć budżet PKO BP... Te moje 5 tyś to ledwo na waciki...
-
Alicja Zuzanna Kopeć 2010-11-17 12:01:45
Ale czy do zdobycia był budżet jednorazowy (nie czytałam jeszcze) czy roczny? W przypadku przetargu na stałą obsługę przez min. rok organizowanie przetargu ma sens. Inwestowanie po stronie agencji także.
-
Marcin Maksymiec 2010-11-22 15:09:27
Znakomity punkt widzenia Panie Michale. Ja pracuję na codzień z olbrzymimi agencjami gdzie nie ma przetargów ALE tam (na zachodzie) jest to możliwe. Po pierwsze mało kto stosuję formę przetargową do eventów czy koncertów bo tu (NA ZACHODZIE O TYM WIEDZĄ) podstawowym wyróżnikiem agencji na rynku jest jej doświadczenie i meritum ofertowe i/lub wyłączność na produkty , np: na artystów.
Agencje pracują tam w SYSTEMIE ofertowym a nie robią bez sensu oferty. Kto ma taką siłę na rynku w Polsce temu polecam taki system. Polega on na tym, że agencja
"strzela do klienta" kwestionariuszem który klient wypełnia - data, rodzaj eventu, usługa lub grupa usług, proponowana stawka. W razie akceptacji przez agencję zleceniodawca wpłaca wadium i tym potwierdza chęć pracy z agencją którą "zaofertował". Serdecznie polecam- w MIAMI i L.A :) U nas nie przejdzie...
Poza tym kto wyszedł w tej z dyskusji z założenia, że ustawiony przetarg ma cokolwiek wspólnego z ceną jest w błędzie. Wielokrotnie brałem udział w przetargach gdzie "ustawka" polegała tylko na tym, by zamówienie dostał ktoś konkretny bez względu na cenę - zmora przetargów na imprezy wiejskie czy miejskie ( i tak wygra Pan Mietek z remizy...bo ma dmuchany zamek).
Smutne...ale firmy które NIE STARTUJĄ W PRZETARGACH to te, które ALBO mają bardzo wyrobione relacje z klientem albo te...które mają jeszcze lepiej wyrobione relacje z klientem ;) który i tak ogłasza przetarg...bo musi
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-22 15:23:34
Hmm, ale czy dobrze rozumiem, że wybór agencji odbywa się na etapie briefu - tej ankiety? Gdzie tylko zawarte są podstawowe informacje na temat zlecenia i konieczne elementy. No i podana cena? I nikt nie zawraca sobie głowy ceną kiecki dla hostessy?
-
Marcin Maksymiec 2010-11-23 12:03:23
To idzie mniej więcej tak:
Wysyłam do Pana ( bo znam i/lub podziwiam) ofertę na event taki i taki, wymogi, budżet - Pan mówi "wchodzę" i wysyła DO MNIE kwestionariusz briefowy do uzupełnienia - podpisuję, odsyłam i wówczas mam obowiązek już dać Panu to zlecenie o ile zmieści się Pan w budżecie i wymogach...
To taka "licytacja" jak w pokerze - tylko że to są rozwiązania mające początki w 4000lat p.n.e. na targowiskach - do tego jeszcze naszej cywilizacji daleko. Trudno nie wyjść chyba z logicznego założenia, że zanim zadzwoni w agencji telefon, ktoś już się zapoznał z jej ofertą i WSZEDŁ DO SKLEPU...
Na takie rozwiązania stać tylko najstarsze i najlepiej rozwinięte kultury handlowe- czy ktoś z Pań i Panów zastanawiał się dlaczego po rozpoczęciu negocjacji z handlarzami np. w Izraelu czy Egipcie trzeba jakość dobić targu? Tu właśnie o to chodzi- o kulturę handlu a nie o "cenę" a już na pewno nie o to by sprzedawca poświęcał czas (robił oferty) klientowi,który nic nie kupi...
I tu wracamy do przetargu- trudno by decydent w wielkim koncernie odpowiedzialny głową przed Prezesem- a nie daj Boże radą nadzorczą wybrał źle dla siebie... Zawsze chętniej wejdzie "w układ" z kimś kogo już zna...I dlatego nasza dyskusja nie powinna oscylować wokół kategorii moralnych czy "ustawiony przetarg to zło" bo to nie jest zło...nikt nie ogłasza przetargu na zespół weselny tylko go wybiera. Branża eventowa- my wszyscy powinniśmy się tylko bić o to, by procedury przetargowe - ze swej natury narzędzia odpowiednie do hurtowego zakupu rur nie do zakupu eventu", nie były narzędziem zakupu eventów- to nam oszczędzi czasu i niepotrzebnych kosztów.
Uzupełnienie- wczoraj odbyłem przemiłą rozmowę z moim przyjacielem- Właścicielem gigantycznej agencji eventowej w Londynie- miałem nadzieję, że mnie pocieszy odnośnie przetargów i powie, że się rozwijamy i jesteśmy jeszcze w lesie- roześmiał się serdecznie i powiedział - Marcin- 95% przetargów jest ogłaszanych bo już wybrali...ja startuje wówczas - gdy ktoś powie- "słuchaj, masz to ale musimy zrobić przetarg". Jeśli w ogóle wchodzi w grę przetarg to znaczy, że
a) jest to temat przez firmę przetrawiony
b) jest to procedura końcowa - czyli po przeprowadzeniu researchu firma "zaprasza agencje" ALE PRZECIERZ NIE PRZYPADKOWE tylko te, o których już coś czytano i słyszano a na pewno te zaprzyjaźnione.
Pozostawiam do namysłu
-
Michał Stradomski 2010-11-23 15:30:40
Ja bym to podsumował tak, że agencja musi być gwiazdą w swojej specjalności/niszy - wtedy ma "wyłączność na siebie" i nie musi konkurować ceną.
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-24 13:25:28
@Marcin - a wiec pozostaje pytanie: czy w PL można wyłączyć eventy z procedur przetargowych i w jaki sposób to zrobić, jak przekonać Klientów przede wszystkim... I co wtedy z polityka firm, gdzie musi być więcej niż jedna oferta - gro agencji stanie się tylko podkładkami?
-
Marcin Maksymiec 2010-11-24 16:08:39
@Seweryn Tu nigdy nie będzie dobrych narzędzi- zrozumcie że to nasz interes by przetargów nie było. Jak można wybierać między Ferrari a Porsche? Albo chcesz jedno albo drugi basta. Póki branża eventowa nie wypracuje sobie systemów na radzenie sobie z przetargowymi molochami tak długo sama będzie cierpieć. Michał ma rację- dobrze być gwiazdą ALE jak się okazuje w 50% przetargów kryterium jest cenowe- Michale czy ktoś wybierze twoją agencję gdy po drugiej stronie trafi się "wytaniacz"? Tu nie ma złotych metod na już:
1. uzdrowienie i regulacje "dobrych praktyk" w ramach samej branży...
2. rozwiązania legislacyjne np. wymagana do prowadzenia agencji licencja - która gwarantuje, że osoba wykonująca ten zawód ma odpowiednie przeszkolenia, wiedzę, stosuje procedury bezpieczeństwa i poufności informacji...Taka licencja mogłaby także uniemożliwiać w tej konkretnej branży uczestnictwo w procedurach przetargowych a tym samym, drogie koleżanki i koledzy, zapobiegałaby niszczenia rynku eventowego przez nas samych...
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-25 13:03:59
...a jeśli nie legislacyjnie, to budując wiarygodność agencji poprzez członkostwo i certyfikacje w organizacji branżowej. Ale z głową i rzetelnie.
-
Michał Stradomski 2010-11-25 15:04:06
@Marcin: to ja jestem wytaniaczem :) - nie biorę udziału w 90% przetargów i może dlatego w tych, w których startuję mam zawsze najniższą cenę? Często o 50% :)
Uważam, że ani legislacyjnie ani "stowarzyszeniowo" tego się zwalczyć nie da. Nie można nikomu zabronić ani brania udziału w przetargach ani ich organizowania. Jedynie, co można zrobić, to uświadamiać ludzi, żeby cenili swoją wiedzę i nie oddawali jej za darmo skazując się na rolę "zamawiacza podwykonawców", którego łatwo zastąpić tańszym "zamawiaczem". Albo ktoś chce, żebym to JA zrobił imprezę za uczciwą cenę, albo nie.
Obrazowo:
Kiedy boli mnie ząb, to nie organizuję przetargu i nie wybieram najtańszego dentysty, tylko idę do lekarza, którego uznałem za najlepszego (lokalna gwiazda) na jakiego mnie stać.
Jako szanujący się lekarz też bym w takim przetargu nie startował - szczególnie że pacjent najczęściej nie chce nawet powiedzieć, czy w ogóle ma zamiar zęba leczyć, ile ma pieniędzy i ilu lekarzom zawraca głowę.
Zresztą, w mojej działce (kongresy) niby obowiązkowa jest licencja organizatorów turystyki a taki wymóg nie pojawia się nawet w przetargach organizowanych przez ministerstwo sprawiedliwości :))
-
Seweryn Jakubiec 2010-11-29 00:01:27
@Michał: wydaje mi się że zrównywanie dentysty i eventu jest ciut daleko idące, ale pointa jest jedna: warto być wymiataczem w tym co się robi :)
-
Michał Stradomski 2010-12-01 10:55:33
@Seweryn Jak nie dentysta, to może kowboj? :))) p. zasada pierwsza http://kariera.pb.pl/2251676,13145,siedmiu-wspanialych-uczy-przedsiebiorczosci
-
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑
















