Kategorie
W dychę!
Próbując zwalić na świąteczny zabiegany okres oraz, co by tu ukrywać, wrodzone lenistwo oczywiście, chciałbym na wstępie przeprosić Państwa, iż w związku z życzeniami noworocznymi wyłgam się prawie tym samym tekstem, który ukaże się w styczniowym MICE Poland. Ale w końcu tu życzenia i tam życzenia a w przeciągu tygodnia wcale mi się one nie zmieniły.
Wszystkim Państwu życzę przede wszystkim pomyślności. Aby wszelakie złe wspomnienia 2009 przeszły do historii, jako nauka pod hasłem „wspomnień survival". Nie może być gorzej... Będzie lepiej, na pewno będzie lepiej... Takie słyszymy głosy i chciałoby się w nie wierzyć.
Jeśli zaś chodzi o głosy... Ja również je słyszę (i tej wersji będę się trzymał!)
Słyszę, iż skoro w jednym, drugim, piątym banku czy też innej Poważnej Firmie odkryto, że skoro zamiast kilkunasto milionowego corocznego budżetu, przeznaczonego na wszelkie ważne wydarzenia, udało się w 2009 „nadludzkim wysiłkiem przeżyć" za sześć, to... w tym roku budżet zakłada sześć również. Od takich głosów aż włos się jeży... (tu mam nadzieję, jest to nie tylko moje zdanie i jego oczywiście będę trzymał się również).
Oszczędzać trzeba. Po takim słabym roku nie ma także powodu, by nad wyraz szaleć. Z tym chyba zgodzi się każdy. Nie mogę jednak zgodzić się z takimi decyzjami, które usprawiedliwiają wycinanie z budżetów Dobrych Eventów skierowanych do własnych ludzi czy też grupy kluczowych, najważniejszych i najlepszych Klientów.
Kłopoty naszej branży MICE to w mojej opinii, bardzo, ale to naprawdę bardzo źle pojęta oszczędność na Człowieku. Brzmi to nieco jak patetyzm, trąci grafomaństwem, albo zahacza o wyrwane z poprzedniej epoki hasło humanistyczne.
Dobry Event to przecież taki, po którym Żyć się chce! Fajnie było? Czegoś się nauczyliśmy? Przeżyliśmy coś niebanalnego? Zaskoczono nas wyjątkowością?
Wracamy zrelaksowani lub nawet zmęczeni, ale w poczuciu, iż choć każdy z nas wie, że jesteśmy zgrają indywidualistów, to jednak tworzymy Zespół. Zespół, który ma pomysł jak osiągnąć swój wyznaczony cel i co najważniejsze stara się do niego dążyć ze wszystkich sił bezpieczny pod spadochronem wewnętrznej siły własnego teamu właśnie! I choć raz pod wozem, raz na wozie, to sukcesy w tandemie bardziej cieszą, a porażki mniej bolą dając moc napędową do dalszej walki o powodzenie przy kolejnym zadaniu. Nic bowiem nie zastąpi burzy mózgów dobrego zgranego zespołu. Taki poradzi sobie ze wszystkim.
Nie zapominajmy, że nasi Klienci, są również zespołem i to naszym najważniejszym!
Zespołem naszych Najlepszych Klientów. Tylko trzeba pamiętać, by zawsze, ale to zawsze elegancko im powyższe me wywody z akapitu uprzedniego na samym początku wytłumaczyć. Jasno i klarownie.
Unifikowanie firmowych wydarzeń i pogoń za tanizną w usługach, powoduje iż często tracimy z oczu fakt, że Event to impreza Szefa dla swoich Ludzi, a nie kolejne zadanie do „odfajkowania".
Nie można przecież wciąż chodzić do Roboty do Roboty... Co tu się oszukiwać... Akurat My - Polacy doskonale o tym wiemy.
Już w latach 90. miałem okazję obserwować, kiedy to Polacy, po erze totalnego wyzysku, zaczęli budować rodzimą gospodarkę. Rozmach budującego się rynku eventów potrafił niejednokrotnie przytłoczyć bardziej doświadczonych kolegów z państw zachodnich.
Bo My - Polacy, pracowaliśmy, piliśmy, bawiliśmy się i marzyliśmy zawsze z rozmachem. Tacy jesteśmy ... Ot Słowiańska dusza ( i chwała nam za to - moim zdaniem, oczywiście).
Lata minęły i złagodnieliśmy troszkę, bo na szczęście podróże kształcą (mam nadzieje, że już nie tylko moim zdaniem w tymże ponownie konkretnym wypadku).
Podróżujemy po świecie, pijemy więcej wina, wysublimował nam się gust. Mamy czas na pasje i hobby, staramy się poświęcać więcej czasu rodzinie i przyjaciołom.
Jak dawno temu powiedział mój Przyjaciel, jeden z poważniejszych trenerów pracy zespołowej, którego obiecałem pozostawić anonimowym (bo Chłop żyje z ciężkiego biznesu): „Nie da się z polskiego Pracownika, amerykańskimi metodami, zrobić japońskiego automatycznego wyrobnika... Choć by nie wiem na ile kursów i treningów go zapisywać".
Za to wiemy, co to jedność w chwilach zagrożenia...
Życie zawodowe każdego z nas niesie za sobą tak dużo ciśnień, iż Event stał się jedną z dróg Polski do sukcesu w życiu i biznesie!!! I w to powinniśmy wierzyć! Nie dajmy się zwariować.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Państwu, naszym i Waszym klientom także! (A może i przede wszystkim, bo wtedy szczęśliwi będziemy wszyscy:-)
I bardzo proszę niech się ktoś odezwie, bo mnie wywalą z tego, bloga w końcu ;)
Chociaż możecie mi wierzyć: Wolałbym ciągnąć sanie pod wiatr na biegun niż spędzać życie przed klawiaturą komputera. No, ale cóż żegnaj, Winnetou... taki Live, którego z resztą team także pozdrawiam serdecznie, bo oni na pewno wiedzą, o co mi chodzi kiedy mówię o Dobrym Evencie i jego znaczeniu.
Marek Makedoński
MAKEDON.pl; szef Grupy Extreme Team
Zobacz mój Profil na EventMapa.pl
Komentarze użytkowników
-
Magda Jabłońska 2010-01-08 12:16:49
"Nie da się z polskiego Pracownika, amerykańskimi metodami, zrobić japońskiego automatycznego wyrobnika..." - to dopiero trafione zdanie w dychę ;-) Chyba zacznę je cytować w rozmowach z Potencjalnymi Klientami, którzy będą mi smęcić o braku budżetu !
Mnie szlag trafia, gdy firma X mówi, że nie ma środków na event dla swoich pracowników lub sponsoring wydarzenia medialnego, a widzę, że wydaje koszmarne pieniądze na reklamę w czasopismach i gazetach - co w dzisiejszych czasach uważam za kompletnie irracjonalane !
Pomyślnych wiatrów !
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑







