Kategorie
Case study (1)
Catering (1)
Event Marketing (7)
Festiwale (2)
Green events (1)
Konferencje i Kongresy (4)
Meetings (2)
Miejsca eventowe (3)
Motywacja (2)
O eventach (14)
Organizacje oraz wydarzenia branżowe (4)
Pokazy (4)
PR (1)
Sporty ekstremalne (1)
Technika sceniczna (1)
Z życia firm (10)
Ze świata (1)
Jazz w meksykańskim wydaniu
Jak bardzo można się pomylić myśląc o evencie w Meksyku...
Naiwnie i z nadzieją spoglądam za okno. Ta nie mająca końca walka ze śniegiem i niskie temperatury z całą pewnością przyczyniły się do niejednej depresji. Pod koniec roku intuicyjnie zaplanowałam wyjazd w odległe, ciepłe miejsce. Nie będzie się nic działo – myślałam - palma, skromny hotelik, niwyszukane atrakcje. Wakacje. Nic mnie nie zaskoczy. I się pomyliłam...
Plan był bardzo prosty. Przedostać się na drugi koniec półkuli, wygrzać się i zobaczyć pare historycznych kamyków. W uproszczeniu. Meksyk. Brzmiało to bardzo egzotycznie a egzotyki w listopadzie było w Polsce jak na lekarstwo, więc się zdecydowałam. Poleciałam prawie standardowo, czyli do Cancun a potem drogą dół Półwyspu Jukatan. Jedyną, jak się później okazało. Rozwiązanie bardzo praktyczne, zero szans na zagubienie się po drodze, bo po obu stronach wyrasta dżungla.
W zależności od tego co chcemy zobaczyć i gdzie chcemy spędzić czas, dokonujemy wyboru transportu czy jakości miejsca zamieszkania. W moim przypadku poszłam na kompromis. Nie ukrywam, że po całym dniu w dżungli przyjemnie było wrócić do klimatyzowanego pokoju a przed wschodem słońca zawisnąć w wygodnym hamaku na plaży.
Moje wyobrażenia na temat Meksyku zaczynają się powoli zmieniać... Z jednej strony bieda i dzieciaki spędzające cały dzień na ulicy, z drugiej piękne szkoły, dzieci w mundurkach i najbardziej luksusowe hotele i parki rozrywki. Z jednej strony tradycja, podtrzymywana kultura ludów zamieszkujących niegdyś te tereny, z drugiej plemiona Majów żyjące w dżungli, ze świetnymi autami trzymanymi w cieniu rozpostartych, bawełnianych, białych prześcieradeł. Najciekawsze są spotkania z samymi mieszkańcami Meksyku, wspólne jedzenie i słuchanie jak wygląda ich życie. Dowiaduję się, że niektórzy Meksykanie pracują tylko 2 dni w tygodniu, bo tyle czasu potrzeba na zarobienie pieniędzy pozwalających im opłacić podstawowe zobowiązania. Resztę czasu wolą spędzić z rodziną, przyjaciółmi na ławce, kontemplując życie w piwem w ręku. Pomyślałam, ilu z nas byłoby gotowych na coś takiego? Poznaję Polaków mieszkających w Meksyku, ich rodziny, najbardziej znanych fotografów, ludzi z naszej branży, ich plany i projekty, a wszystko idąc plażą i mrużąc oczy przed wszechobecnym słońcem. Większość z nich robi to, co kocha.
W zależności od tego co chcemy zobaczyć i gdzie chcemy spędzić czas, dokonujemy wyboru transportu czy jakości miejsca zamieszkania. W moim przypadku poszłam na kompromis. Nie ukrywam, że po całym dniu w dżungli przyjemnie było wrócić do klimatyzowanego pokoju a przed wschodem słońca zawisnąć w wygodnym hamaku na plaży.
Moje wyobrażenia na temat Meksyku zaczynają się powoli zmieniać... Z jednej strony bieda i dzieciaki spędzające cały dzień na ulicy, z drugiej piękne szkoły, dzieci w mundurkach i najbardziej luksusowe hotele i parki rozrywki. Z jednej strony tradycja, podtrzymywana kultura ludów zamieszkujących niegdyś te tereny, z drugiej plemiona Majów żyjące w dżungli, ze świetnymi autami trzymanymi w cieniu rozpostartych, bawełnianych, białych prześcieradeł. Najciekawsze są spotkania z samymi mieszkańcami Meksyku, wspólne jedzenie i słuchanie jak wygląda ich życie. Dowiaduję się, że niektórzy Meksykanie pracują tylko 2 dni w tygodniu, bo tyle czasu potrzeba na zarobienie pieniędzy pozwalających im opłacić podstawowe zobowiązania. Resztę czasu wolą spędzić z rodziną, przyjaciółmi na ławce, kontemplując życie w piwem w ręku. Pomyślałam, ilu z nas byłoby gotowych na coś takiego? Poznaję Polaków mieszkających w Meksyku, ich rodziny, najbardziej znanych fotografów, ludzi z naszej branży, ich plany i projekty, a wszystko idąc plażą i mrużąc oczy przed wszechobecnym słońcem. Większość z nich robi to, co kocha.
Komercyjne parki rozrywki przyciągają większą część tych, którzy przyjeżdżają na Jukatan. Mimo, że nie jestem fanem tego typu rozrywek, niektóre na prawdę zrobiły na mnie wrażenie. W Xel Ha znajduje się jedno z większych centrów specjalizujących się w hodowli i tresurze delfinów na Karaibach. Zjeżdżają tu ludzie z całego świata. Warto odwiedzić też Xplore, miejsce ciekawe ze względu na możliwość robienia tego, czego w innych krajach zapewne by nam nie pozwolono robić, szacując ryzyko wypadku na zbyt wysokie. I znowu się zdziwiłam, widząc najnowszy sprzęt i technologie a mediom przestałam ufać. Zadaniem ukrytej części obsługi parku jest monitorowanie jak przemierzamy kolejne trasy czy to pod ziemią czy w powietrzu. Anteny oraz kaski wyposażone w czip RFID pozwalają śledzić nasze poczynania na kolejnych trasach. Dla niektórych technologia RFID może być znana z wydarzeń eventowych, gdzie czip jest ukryty w kartach zbliżeniowych, identyfikatorach, zaproszeniach. Chodzi nie tylko o to, aby utrudnić ich sfałszowanie, ale przede wszystkim, aby móc obserwować rzeczywiste zainteresowanie konkretnych osób konkretnymi sesjami oraz aby w wygodny sposób zarządzać eventem - uwspólnić formę korzystania z możliwości jakie daje event - jedna karta spełniająca wiele funkcji: kontrola dostępu, płatności bezgotówkowe, monitorowany odbiór materiałów i wiedza kto odwiedził jakie miejsce.
W Xplore celem jest kontrola czy każdy uczestnik wchodzący na dany 'adventure track' podąża określoną ścieżką, nie zgubił się albo czy coś mu się nie stało. Dodatkowo system wykonujący zdjęcia ma możliwość rozpoznania turysty, zrobienia mu zdjęć i pozwala na ich wygodne przeglądanie. Czip umieszczony w kasku czytany jest przez antenę umieszczoną nad ekranem a system wyświetla zdjęcia wykonane tylko tej osobie. Dzięki zastosowanemu rozwiązaniu wzrasta nie tylko bezpieczeństwo uczestników, których ilość dochodzi do 800 dziennie, ale także ich wygoda (http://www.youtube.com/watch?v=qoFnyznPtFM&feature=player_embedded)
Ucieszyła mnie także inicjatywa inicjatywą środowiska hotelarskiego, które w ramach zachęcania turystów do przyjazdu w region Riviera Maya organizuje corocznie festiwal jazzowy. Wydarzenie to dorobiło się już swojej publiczności oraz miejsca w kalendarzu wydarzeń jazzowych. Idea jest bardzo ciekawa i co najważnejsze promuje nie tylko destynację, ale także muzykę. A było czego posłuchać. Oprócz zespołów, które grają tzw 'smooth jazz' były także te bardziej eksperymetujące (jazz grany na afrykańskiej marimbie – instrument przypominający cymbały) i kilka bardzo znanych nazwisk. Największym sukcesem tego wydarzenia było umożliwienie spotkania się z różnorodnym jazzem w pięknej scenerii i bez inwestowania niczego oprócz własnego czasu. Tysiące osób zasiadały na plaży sącząc wino i delektując się muzyką graną przez Sergio Mendesa, Pata Martino, Al Jarreau czy Herbiego Hancocka. Postacie, których nie spotkamy zapewne szybko w jednym miejscu nie płacąc nawet jednego peso. A wszystko to na Riviera Maya Jazz Festival (http://www.rivieramayajazzfestival.com/new/). Wrócę tam jeszcze. Na pewno.
W Xplore celem jest kontrola czy każdy uczestnik wchodzący na dany 'adventure track' podąża określoną ścieżką, nie zgubił się albo czy coś mu się nie stało. Dodatkowo system wykonujący zdjęcia ma możliwość rozpoznania turysty, zrobienia mu zdjęć i pozwala na ich wygodne przeglądanie. Czip umieszczony w kasku czytany jest przez antenę umieszczoną nad ekranem a system wyświetla zdjęcia wykonane tylko tej osobie. Dzięki zastosowanemu rozwiązaniu wzrasta nie tylko bezpieczeństwo uczestników, których ilość dochodzi do 800 dziennie, ale także ich wygoda (http://www.youtube.com/watch?v=qoFnyznPtFM&feature=player_embedded)
Ucieszyła mnie także inicjatywa inicjatywą środowiska hotelarskiego, które w ramach zachęcania turystów do przyjazdu w region Riviera Maya organizuje corocznie festiwal jazzowy. Wydarzenie to dorobiło się już swojej publiczności oraz miejsca w kalendarzu wydarzeń jazzowych. Idea jest bardzo ciekawa i co najważnejsze promuje nie tylko destynację, ale także muzykę. A było czego posłuchać. Oprócz zespołów, które grają tzw 'smooth jazz' były także te bardziej eksperymetujące (jazz grany na afrykańskiej marimbie – instrument przypominający cymbały) i kilka bardzo znanych nazwisk. Największym sukcesem tego wydarzenia było umożliwienie spotkania się z różnorodnym jazzem w pięknej scenerii i bez inwestowania niczego oprócz własnego czasu. Tysiące osób zasiadały na plaży sącząc wino i delektując się muzyką graną przez Sergio Mendesa, Pata Martino, Al Jarreau czy Herbiego Hancocka. Postacie, których nie spotkamy zapewne szybko w jednym miejscu nie płacąc nawet jednego peso. A wszystko to na Riviera Maya Jazz Festival (http://www.rivieramayajazzfestival.com/new/). Wrócę tam jeszcze. Na pewno.
Komentarze użytkowników
Brak komentarzy
Aby dodać komenatarz należy się zalogować.
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑















