Kategorie
Event odwołany
W czasie ferii zimowych, oprócz informacji, że mój syn będzie musiał plackiem leżeć przez miesiąc z nogą w gipsie, dostałam także drugą, równie niepocieszającą. Mianowicie klient, dla którego przygotowałyśmy od trzech miesięcy duży event, wycofał się z projektu... właściwie w przeddzień podpisania umowy. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, podwykonawcy zaklepani, terminy zarezerwowane. Aż tu nagle informacja, że środki budżetowe zostają przesunięte i nie ma możliwości przeprowadzenia eventu.
Przygotowanie eventu, oprócz oczywistego intelektualnego wysiłku związanego z opracowaniem kilku scenariuszy do wyboru, wyszukania odpowiednich miejsc, atrakcji, cateringu, transportu, podwykonawców, wiąże się też z dość konkretnymi kosztami, które firma ponosi. Przede wszystkim czas! Nie jest to przecież kwestia poświęcenia kilku dni, kilku godzin... to cała dość mozolna koordynacja terminów i propozycji, wyszukanie tych najbardziej odpowiednich. Czasem w grę wchodzą kilkukrotne zmiany, bo klient zmienia koncepcję i trzeba wszystko zaczynać od początku. Angażujemy się w działania, wierząc święcie w korzyści finansowe, które zaakceptowany projekt przyniesie. W tym czasie nie mamy często możliwości podjęcia pracy przy innych propozycjach eventowych (oczywiście mówię tu o małych agencjach z ograniczeniami personalnymi, a nie o dużych molochach). Organizacja eventu, to także realne koszta związane z telefonami, spotkaniami, lunchami itd., które w momencie, gdy projekt upada, nie zostaną nigdy zwrócone.
Można oczywiście podpisać list intencyjny, umowę przedwstępną, ale... w dobie wciąż wykorzystywanego kryzysu, klienci nie godzą się na zapis mówiący o zwrotach poniesionych kosztów. Małe agencje nie mają zbyt wielu asów w rękawie, aby taką umowę przepchnąć. W momencie wysunięcia propozycji, klient z uśmiechem oświadcza, że pójdzie gdzie indziej, tam gdzie są „bardziej elastyczni". I znajdzie firmę, która podejmie takie ryzyko.
Usłyszałam ostatnio opinię, że właśnie dlatego klienci wybierają mniejsze agencje, bo oprócz tańszej oferty, nikt od nich nie wymaga podpisania „glejtu". Smutne to... Każdy przecież zasługuje na to, aby uzyskać wynagrodzenie za swoją pracę i trud włożony w usatysfakcjonowanie zleceniodawcy...
A może o czymś nie wiem? Może istnieje możliwość zabezpieczenie się w takich przypadkach? Może jestem jeszcze za „świeża" w tej branży i zbyt idealistycznie podchodzę do sprawy.
„To nic osobistego, to biznes"... w jakim filmie to usłyszałam?... ah tak... „Masz wiadomość"... :-)
Magda Jabłońska
MARKETING & ADVERTISING HOUSE
Zobacz mój Profil na EventMapa.pl
Komentarze użytkowników
-
Anna Denarczyk 2010-03-17 15:06:51
Niestety jeśli nie ma żadnej wiążącej umowy przedwstępnej to raczej nie ma możliwości, żeby się jakoś zabezpieczyć w razie takiej sytuacji. Dlatego w sytuacji gdy klient nie chce się zdecydować na podpisanie takiej umowy to warto się zastanowić czasami jak dużo możemy stracić w sytuacji gdy gdy event się nie odbędzie. Jak dużo pracy trzeba poświęcić i jak wiele osób w to zaangażować. W niektórych przypadkach może się okazać, że więcej mam do stracenia niż do zarobienia. A co do klientów to niestety tak bywa, że się zgłaszają właśnie do mniejszych firm, które się nie zabezpieczają, bo wiedzą, że szczególnie na początku działalności zależy im praktycznie na każdym projekcie. Wyjście jest jedno: „zsolidaryzować” branżę eventową i założyć, że nie zaczyna się projektu bez umowy przedwstępnej! Wtedy klient musiałby się zgodzić na podpisanie, bo nie znalazłby firmy, która by się podjęła organizacji bez tego. Rozwiązanie niby proste ale jak utopijne w swoim założeniu:)
-
Magda Jabłońska 2010-04-26 22:12:54
Miałam kilka prób odpisania na komentarz, ale chochlik złośliwy mi je zjadał uparcie ;-)
Miałam już okazję rozmawiać o kwestii "solidaryzacji" branży z kilka osobami zaangażowanymi w eventownie.. wszyscy oczywiście wyrazili aprobatę, ale i obawy, że to długa i kręta droga... Cóż owszem, ale czy nie warto spróbować ? Dlatego nie ukrywam, że dobrze było by zacząc od zachęcenia do "aktywizacji" Stowarzyszenia !
Nawet nie chodziłoby tylko o zabezpieczenie z formalnego punktu widzenia, ale o w ogóle o jakąś etykę branżową, która wz z zeszłym rokiem, czasem kulała...
Cóż pozostaje wiara, że z garstki dynamicznych ludzi powstanie silny i zwarty ruch... Historia zna takie przypadki :-) Pozdr. Magda
-
Kuba Nagórski 2010-06-02 23:40:49
Co tu dużo mówić - sama prawda. Konsolidacja i solidaryzacja branży jest być może możliwa, ale zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie się wydawało, że jest sprytniejszy i oleje ustalone kryteria....
Nie zmienia to faktu, że warto próbować
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑















