Kategorie
Incentive w cieniu wulkanu
Tegoroczna erupcja wulkanu Eyjafjallajökull wprawdzie nie spowodowała śmierci żadnego człowieka, to jednak unosząca się nad Europą chmura pyłu wulkanicznego na ponad tydzień sparaliżowała ruch lotniczy w Europie, a tysiące osób koczowały na lotniskach czekając na samolot.
Odwołane loty postawiły pod znakiem zapytania cały dotychczasowy system regulacji ruchu drogą powietrzną i jak zwykle odbiły się na branży turystycznej, w tym na opłacalności wyjazdów incentive.
Sytuacja, która miała miejsce w związku z wybuchem wulkanu i pojawieniem się pyłu wulkanicznego wywołała dyskusję. Kwiecień-maj to miesiące w których dochodzi do skutku wiele projektów incentive, dlatego przed spotkaniem zorganizowanym wkrótce przez Stowarzyszenie Organizatorów Incentive Travel w tym temacie, chcieliśmy zapytać o doświadczenia firm organizujących w tym czasie wyjazdy incentive. Jak sobie radzili w zaistniałej sytuacji i z jakimi reakcjami spotkali się ze strony przewoźników, hoteli, firm ubezpieczeniowych oraz swoich klientów?
- Mieliśmy podczas wybuchu wulkanu kilka grup w świecie. Ja wracałem z Japonii i Chin, mój wspólnik koordynował projekt dla 100-osobowej grupy na Zachodnim Wybrzeżu USA. W czasie gdy nie działały lotniska wylatywać miały kolejne grupy do Malezji, Wietnamu i Nepalu - mówi Mikołaj Jeżak, dyrektor zarządzający InDreams.
Mikołaj Jeżak zaznacza, że najważniejsza była szybka reakcja oraz podjęcie odpowiedzialnych decyzji przez klientów, co umożliwiło sprawnie przeprowadzić akcję powrotu do domów.
- W niektórych wypadkach imprezy trwały kilka dni dłużej. Zapewniliśmy im wiele atrakcji w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Grupie wracającej z USA udało się zorganizować powrót 60 osób pierwszym lotem do Europy lecącym z Los Angeles. Myślę, że nasi klienci docenili działania zmierzające do rozwiązania tej trudnej i niekomfortowej sytuacji. Grupy sprawnie wróciły do kraju. Na lotniska europejskie udało nam się podstawić autobusy, którymi wrócili do domów, gdzie mogli śledzić przebieg wypadków związanych z erupcją wulkanu sprzed domowych telewizorów - wyjaśnia M. Jeżak. Dyrektor InDreams zaznacza jednak, że wyjazdy, które miały dojść do skutku podczas erupcji wulkanu zostały przesunięte o kilka lub kilkanaście dni.
- W terminie 7-14 kwietnia organizowaliśmy wyjazd incentive dla naszego klienta do Sharm el Sheikh w Egipcie. Podczas jeden z wycieczek dowiedzieliśmy się o katastrofie samolotu prezydenckiego, także sam wypadek nie spowodował odwołania imprezy, a jedynie małe modyfikacje w programie. Klienci wracali do Polski w środę, a w czwartek samoloty już nie wylatywały z Sharm z powodu wybuchu wulkanu - dodaje Ewa Malawska z Nautica& Adventure.
- Erupcja wulkanu na Islandii miała miejsce podczas naszych dwóch eventów w Europie - nasi klienci byli w tym czasie na Łotwie i we Włoszech. W związku z tym, że lotniska z Europie zostały zamknięte z powodu pyłu i chmur powstałych po wybuchu, zorganizowaliśmy przejazd autokarowy dla wszystkich gości. Mieliśmy szczęście, gdyż takie wsparcie w przypadku eventów organizowanych na innych kontynentach byłoby niemożliwe - przyznaje Krzysztof Michniewicz, Dyrektor Generalny Incentive Concept Poland.
W takim razie czy wybuch wulkanu wpłynie znacząco na wzrost stawek ubezpieczenia, cen biletów noclegów? Mikołaj Jeżak przyznaje, że przewoźnicy zwłaszcza niektórych krajów zachodnich znacznie podwyższyli ceny usług transportowych. - Najważniejsze jednak że udało nam się wszystkie kilkanaście operacji wykonać bez żadnej wpadki. Kadra kierownicza hoteli wykazała się również wyrozumiałością. W wielu przypadkach mogliśmy liczyć na bardzo korzystne stawki -dodaje M.Jeżak.
- Tego typu zdarzenia pojawiały się i pojawiają ciągle w branży turystycznej. Takie sytuacje będą miały miejsce zawsze. A to stan wyjątkowy w Tajlandii, tsunami lub plama ropy na naszej wybranej plaży. Dlatego moim zdaniem trzeba porozmawiać otwarcie o tym problemie i pilnie znaleźć rozwiązanie systemowe i- prawne - zaznacza Leszek Skibiński, prezes TSO.
Czy w związku z pojawieniem się chmury pyłu wulkanicznego i kwietniowym zamknięciem przestrzeni powietrznej wpłynęło w jakimś stopniu na organizację późniejszych wyjazdów?
- Nie miało to dużego wpływu. Oczywiście cały czas są pewne obawy wynikające z zagrożeń wybuchu wulkanu „siostry" na Islandii, niemniej na razie nie zaobserwowaliśmy nerwowości ze strony naszych klientów w wyniku pierwszych erupcji wulkanicznych. Zapewniamy swoim klientom wyjątkowo bogaty pakiet ubezpieczeniowy. Dzięki temu mogliśmy zapewnić duży komfort naszym klientom w powstałem sytuacji. Reasumując, często wartość firmy poznaje się po sposobie działania w trudnej, kryzysowej sytuacji - tłumaczy Jeżak.
Nasi rozmówcy podkreślają, że zjawisko pyłu wulkanicznego, jakkolwiek groźne, w Europie ma jednak charakter lokalny, i nic nie wskazuje na to, aby w związku z tym ceny ubezpieczeń miały znacząco wzrosnąć.
- Nie spotkaliśmy się z nerwowymi reakcjami ze strony klientów. Nasi kontrahenci również nie podejmują szczególnych działań w celu dodatkowego zabezpieczenia się przed powtórnym wybuchem. Każdy wyjazd turystyczny jest w jakiś sposób zagrożony czynnikami naturalnymi, które są od nas niezależne - stąd nieuzasadnione byłoby podnoszenie cen przez przewoźników, hotelarzy czy ubezpieczycieli, a zaszkodziłoby całej branży turystycznej - uważa Ewa Malawska z Nautica Incentive & Adventure
- Ta sytuacja kryzysowa, mogę powiedzieć, że jedynie nas „drasnęła". Zawsze staramy się zabezpieczać w kontraktach (na przykład z hotelami, gdzie w razie nagłych zmian planów możemy wykorzystać rezerwacje w późniejszych terminach bez uszczerbku w budżecie). Każdorazowo zwracamy także uwagę na specjalne klauzule w umowach z klientami na wypadek różnych sytuacji losowych - taką też był wybuch wulkanu - przyznaje Krzysztof Michniewicz. - Nie da się przewidzieć wszystkich komplikacji, ale dobry team musi zawsze szybko reagować, działać dla utrzymania jak najwyższego poziomu obsługi aby nie narazić klientów na jakiekolwiek niedogodności. Aby się to powiodło - musimy mieć zawsze przygotowany grunt -dodaje K.Michniewicz.
Natomiast Leszek Skibiński podkreśla, że z umów wszystkich podmiotów biorących udział w procesie tworzenia oferty turystycznej (przewoźnicy, morscy, hotele i inni) wynika jasno, że nie ponoszą odpowiedzialności za brak wykonania świadczenia jeśli nastąpiło zdarzenie określane powszechnie mianem siły wyższej. - Jeśli z kolei firmy ubezpieczeniowe nie mają takiego produktu oraz nie chcą go stworzyć, to zrzucanie pełnej odpowiedzialności finansowej na touroperatora jest czystym absurdem i szukaniem „kozła ofiarnego". Bo w jakim stopniu zawinił tutaj touroperator, który ma zakwaterować, wyżywić i ubezpieczyć swoich klientów, a linia lotnicza lub hotel takiej odpowiedzialności nie ponosi? Moim zdaniem rozwiązanie stosowane w Niemczech, które przewiduje, iż za pierwsza noc płaci touroperator, a resztę pokrywa klient jest najbardziej odpowiednie. Każde ryzyko ma swoje granice i prowadzenie biura turystycznego wpisuje się również w tę tezę - podsumowuje L. Skibiński.
Jacek Prokopiuk
Redaktor Prowadzący
EventMapa.pl
Zobacz mój Profil na EventMapa.pl
Komentarze użytkowników
Brak komentarzy
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑












