Kategorie
Case study (1)
Catering (1)
Event Marketing (7)
Festiwale (2)
Green events (1)
Konferencje i Kongresy (4)
Meetings (2)
Miejsca eventowe (3)
Motywacja (2)
O eventach (14)
Organizacje oraz wydarzenia branżowe (4)
Pokazy (4)
PR (1)
Sporty ekstremalne (1)
Technika sceniczna (1)
Z życia firm (10)
Ze świata (1)
Open’erowe refleksje
Kiedy po raz kolejny przekraczam na początku lata tablicę z napisem Gdynia, zawsze zastanawiam się o czym to ja w tym roku będę pisać.
Bo odpada mi elaborat o muzyce. Nie ten profil medium. Czy starczy mi refleksji dotyczących organizacji, żeby kogoś to zainteresowało, a co najważniejsze, żebym nie powielała swoich własnych tekstów? Na szczęście i w tym roku okazało się, że za dużo myślę na zapas, a mój problem szybko sam się rozwiązał, bo jak zwykle organizatorzy coś pozmieniali, coś usprawnili, przesuneli, dodali, coś zaszwankowało. Uff. Ostatni dzień festiwalu zbiegł się w tym roku z drugą turą wyborów prezydenckich. Trzeba przyznać, że zarówno Alter Art jak i miasto Gdynia zrobiło kawałek naprawdę dobrej roboty, jeśli chodzi o usprawnienie wypełnienia obywatelskiego obowiązku, ale na ten temat później.
O tym, że na początku lipca wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że kierunkiem słusznym na Pomorzu jest kierunek Gdynia, przekonywać chyba nie potrzeba. Bo choć godnych uwagi festiwali, mamy już w Polsce całkiem sporo, to z organizacyjnym i muzycznym rozmachem Open’era konkurować raczej nie ma co.
9 edycja była na pewno kolejną z rzędu muzyczną ucztą. Przemycę tylko po cichutku na początku, że kto nie widział, a raczej nie słyszał, ma czego żałować. Legendarny Pearl Jeam, Kasabian, Groove Armada, Pavement, czy The Hives. Do tego godny zapamiętania show Grace Jones i Matisyahu, który choć nie na scenie głównej, ściągnął tłumy. Do tego Massive Attack, Cypres Hill, Skunk Anansie a na niedzielny deser The Dead Weather, duet Nas i Damian Marley oraz Fatboy Slim. Powiem po prostu tak: jest, co wspominać. Na pewno.
A teraz do rzeczy. Zacznę od zmian. Cieszą, bo choć Open’er już po raz dziewiąty, organizatorzy zawsze czymś zaskoczą. W tym roku od razu cisnęła się w oczy zamiana World Stage ze sceną namiotową. Żadnych kolejek w wąskich przejsciach, jak miało to miejsce dwa lata temu. Kolejek nie widać było także w strefach gastronomicznych, co było naprawdę sporym sukcesem. Z jednej strony większa ilość stanowisk, z drugiej zdaje się, zasługa kontynuowanego projektu ALTER kART, czyli karty pre-paid MasterCard PayPass wydawanej na festiwalu, którą można było zasilać nominalami 50, 100 i 150 zł. Czas transakcji wynosił w tym roku istotnie 2-3 sekundy, a przy kwotach do 50 złotych nie wymagał ani PIN-u ani podpisu, co bardzo przyspieszało zakupy. Karty wydawano bezpłatnie, a nabyć można je było w festiwalowych kasach. Co ciekawe, nie tracą ważności do następnego sezonu i można posługiwać się nimi na każdym festiwalu organizowanym przez Alter Art w tym i przyszlym roku, albo używać na co dzień, jako zwykłych kart płatniczych.
Po drugie, nowe miasteczko na prawo od sceny głównej, które zwiększyło dostęp do konsumpcji i spożycia, poszerzony teren strefy obok hangaru Burna i coś, na co czekali wszyscy zabierający ze sobą latorośle – na terenie lotniska pojawiła się KIDS Zone, czyli Open’er dorobił się przedszkola. To ważne, bo z roku na rok wzrasta liczba dzieci, którzy wraz z rodzicami przyjeżdżają na Babie Doły. Były kreatywne warsztaty, teatr cieni, labirynt zmysłów. Cieszyła też zróżnicowana oferta gastronomiczna. Już nie tylko szaszłyki i pizzę można było wcisnąć w siebie między piwem a koncertem. Tym razem wybór był naprawdę spory – od włoskich makaronów przyrządzanych na bieżąco, przez tortille, dania wegetariańskie, azjatyckie, tajskie... Spory plus.
Plus kolejny to jeszcze więcej pro zielonych zmian, które wprowadzili organizatorzy. Open`er Festival otrzymał już międzynarodową nagrodę Green’n’Clean Award, która wyróżnia wyłącznie Festiwale, starające się być przyjazne środowisku. Nowością jednak było aż pięć punktów selektywnej zbiórki plastiku i papieru. Dzięki specjalnie zakupionej prasie przeprowadzali akcję zgniatania odpadów. Dzięki współpracy z organizacją Greenpeace, na polu namiotowym powstał też ekopunkt ładowania telefonów komórkowych zasilany energią z wiatraka i panelu solarnego. Wszystkie plakaty oraz przewodnik festiwalowy wydrukowano na papierze, produkowanym w 100% z makulatury w technologii przyjaznej dla środowiska naturalnego.
Ale akurat przewodnik to już początek schodków w dół. Książeczkę opisującą dokładnie występującyh artystów, jak i wszystkie wydarzenia towarzyszące oraz niezbędne informacje o miasteczku festiwalowym, można było jedynie kupić. Choć kosztował tylko jeden bon (3zł) to jednak zdecydowanie mógłby znaleźć się w cenie biletu. Poza tym, ci którzy go zakupili na początku, mogli poczuć się nienajprzyjemniej z tym, że w pewnym momencie zaczęto rozdawać go za darmo. Drugą sprawą, której pominąć mi z racji faktu, dla jakiego portalu piszę nie wolno, była sytuacja dnia pierwszego. Organizatorzy nie przewidzieli, że na koncert Pearl Jeam będą chciały wejść aż takie tłumy. Efekt? Brak opasek, biletów, niebotycznie długie kolejki, omdlenia. Mikołaj Ziółkowski tłumaczył, że wina leży po stronie festiwalowiczów, których uprzedzano wielokrotnie, by na festiwalu zjawiać się wcześniej. Co racja, to racja, ale wiadomo, że przy 80 tysięcznym tłumie nie ma co liczyć, że wszyscy zastosują się do reguł. W pewnym momencie posiadaczy biletów jedniodniowych zaczęto wpuszczać bez wymaganych opasek. W porządku, jakoś wybrnięto z sytuacji, ale nie zmienia to jednak faktu, że i biletów przez chwilę brakowało. Sporo osób zrezygnowanych sytuacją zwyczajnie odeszło z przysłowiowym kwitkiem. Może więc teren festiwalu warto otworzyć za rok już od rana? Zabrakło mi też punktu informacyjnego przy stacji PKP, do którego zdążyłam już się przyzwyczaić. Ja to ja, więc znalazłam go przy autobusach dowożących na teren lotniska, ale podsłuchałam trochę młodzieży wysiadającej z pociągów, która niebardzo wiedziała, gdzie się skierować po wyjściu z dworca. A przecież zawsze jest ten pierwszy raz z Open’erem...
Żeby jednak przypadkiem nie zakończyć akcentem mało pozytywnym, wspomnę o kwestii narodowej. Wielkie brawa dla organizatorów za to, jak przygotowali się na niedzielne wybory. Dzięki sprawnemu działaniu, w ponad 20 komisjach wyborczych pojawiły się tłumy opener’owców. Tablice informacyjne, dodatkowe komisje wokół Babich Dołów, autobusy dowożące festiwalowiczów do punktów wyborczych. Do tego około 30 wolontariuszy, którzy informowali czy w danej komisji jest akurat kolejka. Rozdawano także specjalne festiwalowe ulotki informujące i zachęcające do skorzystania z możliwości głosowania. Dzięki tym zabiegom w wyborczych punktach nie było nawet spodziewanych ogromnych kolejek, a sporo fanów muzyki deklarowało, że głosować pójdzie nie kładąc się spać po sobotnich wojażach. Szacunek. Za to i za kolejne udane cztery dni w Gdyni. Jak zwykle. Czekam co nowego za rok.
Anna Malinowska
EventMapa.pl
Zobacz mój Profil na EventMapa.pl
Komentarze użytkowników
Brak komentarzy
Aby dodać komenatarz należy się zalogować.
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑












