Blogi eksperckie Aktualności Atrakcje Destynacje Wiedza Katalog firm Redakcja Mapa serwisu Rejestracja Logowanie
EventMapa.pl - Vortal Business Travel
 

szukaj informacji     szukaj firmy
 

Miejsce:
Tanzania
Kategoria:
Incentive
Państwo:
Afryka
Lokalizacja:
Pokaż na mapie
 

Duch Afryki

Kolejna niezapomniana wyprawa z 5 Stars Club Business Travel. Tym razem spotkanie z duchem Afryki w Tanzanii i wyspiarskie lenistwo Zanzibaru barwnie opisane przez jedną z uczestniczek – Iwonę Kokoszkę. Na jedenastodniową przygodę pojechali pracownicy firmy dystrybuującej leki.

Niektórzy wykorzystują Afrykę, by nadać swojemu życiu bardziej dramatycznego wymiaru - napisała Deborah Scrroggins w powieści „Wojna Emmy”. Podróżują do Afryki, by zagrać rolę dobrego białego, poruszonego dramatycznym losem ziemi bez wody, ludzi bez szans, domów bez światła, powietrza bez bezpieczeństwa. Przede wszystkim jednak doświadczają piękna. Piękna niewyobrażalnej dziewiczej przyrody, która swym ogromem i bliskością otula i zamyka przybysza na czas jego wędrówki po tym kontynencie. Umiejscawia go w surowej stylistyce pozwalając przez chwilę skosztować afrykańskiej niepowtarzalnej rzeczywistości. Otwarty umysł, kilka szmat i uzda cierpliwości - na pewno zmieszczą się nawet w bagażu podręcznym. Tyle wystarczy. Im mniej rzeczy, tym więcej wrażeń zabiera się z powrotem.
 
Tanzania wygląda jak wyschnięty bezkres, nad którym ktoś z samolotu rozrzucił tony czarnych zwierzęcych figurek. Niczym przysłowiowa komunistyczna stonka ozdabiają krajobraz. Ale wyprawa zaczyna się po polsku. Od bazaru. W końcu w niejednym kraju jest on zwierciadłem jego społecznej duszy. W Tanzanii chyba też. Ten napotkany przez nas przy drodze jest równie rachityczny i ubogi jak mieszkańcy tego kraju. Nie ma tam targowania i związanych z nim przeżyć. Każdy pilnuje swej sekcji. Najsilniejsi są tekstylni. Oni mają swoje koce, ściereczki, kawałki materiałów, które zawsze mogą wystąpić w roli wysmakowanej kreacji. Dzięki temu nad klepiskiem targu roztacza się tekstylna tęcza. Szycie na miejscu gwarantowane. Każdy wyrób ma tradycyjnie cztery rogi, krawcowe nie muszą więc piąć się po szczeblach specjalizacji. Namioty chust przechodzą w sferę owocową. Babiny pilnujące gąszczu zielonych bananów i cebul kipią agresją na widok aparatu. Jedynie ta mała maszynka z katalogu przedmiotów, bez których dziś biały człowiek nie wychodzi z domu, jest w stanie wywołać jakiekolwiek emocje na targu. Handlu tam raczej za wiele nie ma, bo i za co. 
 
_D     
 
W Afryce, jak pisał Kapuściński w „Hebanie” każdy ma przecież tylko jedną rzecz - ta determinuje jego życie, zawód. Jeśli masz garnek - gotujesz i sprzedajesz papkę z ryżu, jeśli koszulę – możesz zatrudnić się jako ochroniarz. Odjeżdżamy ze stosów piętrzących się plastikowych butów, aluminiowych misek, bambusowych prętów. Do zielonej enklawy rezerwatu Lake Manara – jednego z najmniejszych tanzańskich rezerwatów. Atmosfera niczym w duszny dzień na mazurskich bagnach, ale im głębiej w gąszcz tym dalej od polskich klimatów. Po wodzie snują się flamingi, sapią hipopotamy. Zielona gęstwina dominuje i zdaje się nie mieć końca. Powoli wyrastają baobaby, a stada pawianów niezrażone obecnością przedstawicieli gatunku ludzkiego, kontynuują swoje codzienne zwyczaje. Gdzieniegdzie przebiegnie afrykański jelonek, wynurzy się trąba słonia. Wrażenie robi jego skóra - z daleka wydaje się miękka niczym pofałdowany welur, z bliska jest koloru, twardości i chropowatości trotuaru - jedyny element miejskiego buszu w buszu prawdziwym. To dopiero przedsmak. W końcu to dżungla, niemal na każdym drzewie drzemie jakieś nieznane zwierzę. Jednak w czasie pierwszych dni nie umiemy jeszcze wyczuć i tropić tej przedziwnej fauny. Instynkt myśliwego odkrywa się na sawannie, płaskiej niczym ogromny stół.
 
_D 
 
Między Lake Manara a olbrzymią równiną Serengeti (15 tys. mkw), do której zmierzamy, wszędzie czają się akacje, nieodłączny element tanzańskiego krajobrazu. Kierowca jeepa jest ich fanem - w trakcje każdego przejazdu wymienia co najmniej trzy gatunki. Chuderlawe drzewka z rozcapierzonymi koronami, mocnymi, sprężystymi jak fryzury spryskane lakierem do włosów, pełnią straż przy drogach. Są jedynym elementem, za którym zaczaić się mogą zwierzęta tak intensywnie wypatrywane przez białych przybyszy. Kto dostrzeże Wielką Piątkę – słonia, nosorożca, bawoła, lwa i lamparta? Na sawannie z każdą godziną przybywa coraz więcej zwierząt. Głównie jednak to antylopy gnu, tłuste zebry, bawoły, buńczuczne guźdźce, antypatyczne hieny. Biegają bez ładu i składu, niezatrzymywalne; stadami i w pojedynkę, tworząc coś na kształt poruszającego się dywanu, niepokojącego – bo bez dźwięku.
 
Spokój można za to odzyskać w lodge’ach. Majestatycznych, prześlicznych enklawach umiejscowionych na zboczach gór, tonących w głębokiej zieleni i odmętach różnokolorowych kwiatów. Można wypocząć też w słynnych masajskich okrągłych domkach pokrytych strzechą, za to z wyposażeniem godnym pięciogwiazdkowego hotelu i europejską kuchnią najwyższych lotów. Wieczory zagłuszają cykady i gdzieniegdzie porykiwania zwierząt. Teoretycznie niby ich tam nie ma, ale po przebudzeniu nietrudno zauważyć żyrafę z leniwą miną pałaszującą liście akacji. Jest jedyną afrykańską istotą, która o poranku nie mówi do nas: jumbo – czyli cześć. Bez tego pozdrowienia nie ma życia w Tanzanii.
 
Pozbawiona dróg i wszelakiej i infrastruktury wymaganej przez turystów Tanzania jest dzika i biedna. Choć statystyki wskazują, że Park Narodowy Serengeti odwiedza rocznie blisko 90 tys. turystów, nie są oni kompletnie widoczni. Wielka równina wchłania wszystkich. Gdyby nie to, że wycieczki składają się zazwyczaj z kilku jeepów, podróżowanie byłoby strasznie samotne. Samotność w zamian za komfort podziwiania zwierząt na wyciągnięcie ręki. Lwy leniwie rozciągające się na drogach i dyndające ogonami z drzew. Lamparty oczekujące na hasło do zabawy przez współziomków. Takie widoki występują nieczęsto, ale przynajmniej kilka razy w ciągu dnia. Stałym elementem są zebry i gnu. Te ostatnie pędzą przed siebie i z daleka wyglądają jak kolej transsyberyjska. Jednym słowem - wielka migracja. Tłumy zwierząt biegnące w wiadomym tylko sobie kierunku. Jedynie słonie suną nie zbaczając z kursu. Żadna przeszkoda im niestraszna, o czym najlepiej wiedzą drzewa, połamane, stratowane, choć nie uczyniły nic złego. Słoń na oślep przemierza suchą afrykańską ziemię w poszukiwaniu wody i pożywienia. Przed nami krąży najpierw jeden, potem strumień przemierza rodzinka z jednym dzieckiem, za chwilę dwa młode. Lufy obiektywów wydłużają się w zachwycie. Jeden i jeszcze jeden. Wyskakują jak z procy i są coraz bliżej. Teraz przydałaby się muzyka z filmu „Szczęki”. Kilkadziesiąt słoni i pięć jeepów. Takie malutkie sprzątanko. Nie zatrzymują się nawet na moment, prawie ocierając się skórą o blachę aut. O czym się wtedy myśli? O niczym. Doświadczenie pełnego zespolenia z siłą natury. Nie wolno igrać nawet myślą. Tym bardziej strachliwą. Przechodzą przez drogę. Pełna cisza. Jeden zatrzymał się i popatrzył niczym ten z opowieści u Kapuścińskiego, kiedy to na kolację wigilijną odbywającą się na sawannie wtargnął słoń i też tylko „się rozejrzał” : Oko w oko ze słoniem w Afryce, gdzie słoń jest panem świata. Tymczasem słoń posyła świdrujące spojrzenie i milczy. Przechadza się między stołami. Nie można się ruszyć. Przed nim się nie ucieknie. Zapada nieruchoma posępność. Napięcie, które on generuje trwa całą wieczność. Kiedy ustało dudnienie ziemi – pisze Kapuściński, zagadnąłem jednego z Masajów – Patrz słoń. – Nie to duch Afryki. On zawsze przybiera postać słonia – odparł towarzysz. I przez nas przetoczyła się wieczność. Duch Afryki splądrował nasze dusze. Byliśmy tak blisko. Inny świat wtedy nie istniał. 
 
_D
 
Apetyt na eksplorowanie się wzmagał, dlatego kolejnego dnia pobudka o 4.00. na poranne podziwianie hipopotamów. Na wychylenie się z wody mają ochotę tylko bladym świtem, potem zmęczone zabawą, nieporadnymi całusami, zwaliste ciała zanurzają się w wodzie. Kilkanaście osobników wymieniających czułości robi wrażenie. Taki widok warto uczcić - szampanem, świeżym ananasem, wciągając zapach goździków, których jest tu bez liku - 83 proc. światowych zbiorów pochodzi z Tanzanii.

Prócz zapachu goździków najbardziej niezwykły w Afryce jest zapach deszczu. Świeży, kompletnie bez wilgoci. Ma też unikalny kształt - grzyba atomowego po wybuchu, goniącego przybyszów przemierzających krater Ngorongoro. Przestał dymić 2,5 mln lat temu. Teraz jest największą niewypełnioną wodną kalderą na świecie. Deszcze i tęcze też są tu najpiękniejsze na świecie. Choć Ngorongoro ma średnicę 20 kilometrów wygląda jak wielka płytka kałuża. Setki tysięcy flamingów skupiają się w jedno olbrzymie bladoróżowe prześcieradło, nostalgicznie rozciągnięte w tej porażającej spokojem przestrzeni, zamkniętej w wygasłym wulkanie. Tysiące ptaków kołują nad głowami, sokoły jedzą z ręki. Obojętny na wszystko nosorożec tapla się daleko w błocie. Znowu cisza, by nikogo nie spłoszyć. Małe guźdźce są przecież takie wrażliwe. Ngorongoro obezwładnia swoją naturalnością. Ale cywilizacja nie pozostała mu dłużna pod względem estetyki. Powstał tu jeden z najładniejszych afrykańskich hoteli - Serena Safari Lodge. Na ścianie krateru - przylepiono kamienne apartamenty, połączone wewnątrz korytarzami z najwyższej klasy drewna. Piękno krateru można podziwiać leżąc we własnym łóżku. A gdy pozycja się znudzi ze wspaniałej sali kominkowej czy na tarasie. Ale tylko przez chwilę.

Następnego dnia wyprawa na plantację kawy. Po drodze masajskie wioski. Lepianki z tektury i płodów natury. Biedne do szpiku kości. Kobieta  z dziećmi ma małe posłanie, jej partner może przynajmniej rozprostować kości podczas snu. Gdyby nie kolorowe kangi wtopiliby się w podłoże. Ich życie jest tak samo wyblakłe jak tanzańska ziemia. Dlatego noszą kolorowe stroje i paciorki z dominacją barw czerwonych. Teoretycznie mają kłopoty jak wszyscy - z wypasaniem bydła, z chorobami dzieci, z budową szkół, z suszą. Tyle, że u nich te problemy, bez względu na liczbę misji i programów pomocowych, są nieodwracalnie nierozwiązywalne. Nie mają wody, nawet rowerów i jak powszechnie się sądzi, wcale nie wymienili dzid na telefony komórkowe, Masajowie mówią ponad 100 językami, ale o czym myślą? To największa zagadka Afryki. Zastygają w jej spokoju, chyba godząc się ze swoim losem.   
 
  _D
 
O wiele dynamiczniejsze jest masajskie towarzystwo na Zanzibarze. Robimy tam przerzut awionetkami. Godzinka lotu i już zielona wyspa, otoczona lazurową wodą. Ktoś kiedyś napisał, że Zanzibar wygląda jak pocztówka z nad morza wyprana w pralce i wysuszona. Rzeczywiście bladość przenika nadmorskie tereny. Wewnątrz wyspa jest niezwykle intensywna z racji zapachów - plantacje przypraw nęcą i wciągają każdego. Świeży ananas popity kokosowym mlekiem zachwyca nawet mięsożernych Polaków. Dla nich próba charakteru na miejscowym targu w miasteczku Stone Town. Świeżo złowione merliny, ośmiornice, w kałużach krwi i zwielokrotnionym zapachu starej morskiej liny. Wszystko pośród gładkiego owalu melonów, stożków przypraw i włochatych kokosów. Kto przedrze się przez ten gąszcz bez szwanku i jeszcze coś kupi może ze spokojem wrócić na plażę. Tam nie ma już nic i po dawce wrażeń z sawanny warto skupić się na podziwianiu odcieni wody - rano jest biała, a z upływem dnia przechodzi we wszystkie odcienie błękitu i zieleni, by po południu pozostać żywym granatem. Harmonię koloru zaburza gdzieniegdzie łódeczka, rower czy miejscowe poławiaczki alg - z nich robi się kauczukowe podeszwy. Najbardziej niezwykłe są jednak zabawy z morzem. Kiedy odpływa na kilka kilometrów do rafy, pokazuje swoje podłoże, lepką powierzchnię piasku, na której czasami zaczepią się rozgwiazdy i wylądują całkiem spore muszle. Morze wraca szybko. Nawet nie spostrzeżemy się, że mamy je po kostki, za moment po kolana i już woda otula nas swoim kołnierzem. Ciepła, nawet gorąca zupa, zmusza byśmy szybko wybieli na brzeg. Obserwować i fotografować kolory. Pakować je na szczęście.

Iwona Kokoszka
 
Źródło: 5 Stars Club Business Travel









Lokalizacja:





Komentarze użytkowników

 

Brak komentarzy

Aby dodać komenatarz należy się zalogować.
 

powrót do góry ↑



© eventmapa.pl All rights reserved.

realizacja:Agencja Interaktywna zets.pl
Katalog firm

W naszym katalogu znajduje się 2432 firm z branży! Dołącz do nas!

Partnerzy
  • Stowarzyszenie Branży Eventowej, nowa organizacja mająca na celu zintegrowanie środowiska branżowego, wypracowanie standardów współpracy oraz edukację branży eventowej.

  • Najlepszą wizytówką dla Agencji zets.pl, którą z przyjemnością możemy Państwu polecić jest to jak wygląda i jak działa nasz wortal EventMapa.pl

  • Jedyne takie miejsce w Polsce, które wzorując się na paryskiej rewii, czy teatrach na Broadway'u, łączy wspaniałe widowisko z wykwintną kolacją i zabawą przy muzyce tanecznej. Polecamy

  • Blog prowadzony przez Rafała Mrzygłockiego z firmy Aram, dotyczy głównie oprawy audio-wizualnej imprez oraz programów TV, polecamy.

  • Stowarzyszenie Organizatorów Incentive Travel to organizacja zrzeszająca profesjonalistów, których wspólnym celem jest propagowanie wiedzy o incentive travel.

  • HRstandard.pl to portal skierowany do profesjonalistów zainteresowanych szeroko rozumiana branżą HR. To rzetelne źródło informacji o rynku pracy i sprawdzonych metodach zarządzania zasobami ludzkimi.

  • Marketingowiec.pl to serwis skierowany do osób zawodowo związanych z obszarem marketingu, sprzedaży, mediów oraz public relations.

  • Targi Event to prezentacja produktów, technologii, usług i kompleksowych rozwiązań dla organizacji koncertów, konferencji, wydarzeń sportowych, kulturalnych i innego rodzaju eventów.

  • SaleBiznesowe.pl to ogólnopolski portal zawierający kompleksowe informacje o obiektach, w których można zorganizować konferencje, szkolenia, spotkania biznesowe, ale także bankiety.

Polecamy: imprezy integracyjne dla firm imprezy firmowe incentive organizacja eventów organizacja imprez firmowych organizacja konferencji