Działy
Kategorie
Joanna Samlik
Autor: EventMapa.pl
Rozmowa z Joanną Samlik, koordynatorem tłumaczeń ustnych i pisemnych firmy Behlert&Behlert Tłumaczenia i Konferencje
Od kiedy zajmuje się Pani tłumaczeniami?
Z wykształcenia jestem filologiem ze specjalnością tłumaczeniową, więc moje najwcześniejsze doświadczenia translacyjne miały miejsce w okresie studiów. Później były pierwsze kontakty z biurami tłumaczeń, z wydawnictwami, tłumaczenia techniczne w polsko-francuskiej firmie, w której pracowałam. A niedawno minął rok od kiedy rozpoczęłam pracę w agencji Behlert & Behlert. Tutaj tłumaczenia wykonuję raczej sporadycznie, ale praca „po drugiej stronie” też sprawia mi przyjemność.
Obecnie pełni Pani funkcję koordynatora tłumaczeń. Na czym dokładnie polega ta praca?
Koordynator to osoba, która czuwa nad przepływem informacji między klientem a tłumaczami, zapewniając jednocześnie sprawną realizację zlecenia. To właśnie koordynator dokonuje wyboru tłumaczy, dopasowując ich do specyfiki danego zlecenia; dba o takie rozłożenie pracy, aby została wykonana solidnie i w terminie. Jest to szczególnie ważne przy dużych, wielojęzycznych projektach, gdzie należy zorganizować pracę kilku osób. W przypadku konferencji klienci często zwracają się do nas nie tylko z prośbą o zapewnienie tłumaczenia, ale również sprzętu i obsługi technicznej, czasem także hostess. I w takim przypadku zakres spraw, które trzeba ogarnąć znacznie się poszerza. Mniejsze konferencje udaje się koordynować „zaocznie”, z biura, ale w przypadku dużych kongresów, gdzie tłumaczenie odbywa się w różnych językach równolegle na kilku salach, właściwie może się okazać, że konieczna jest obecność koordynatora na miejscu. Tak było na przykład podczas I Kongresu Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski, który obsługiwaliśmy – duże wydarzenie, trudne do skoordynowania „z zewnątrz”.
Czy obsługa konferencji i kongresów przez Pani firmę to znacząca pozycja, jeśli chodzi o cały zakres działalności firmy Behlert & Behlert?
To właściwie główny obszar naszej działalności. Zarówno tłumaczenia pisemne, jak i ustne obsługujemy właściwie przez cały rok, ale kiedy zaczyna się wiosenno-jesienny gorący okres konferencyjny, biuro zaczyna funkcjonować w zupełnie innym rytmie.
Tłumaczenie na konferencjach przyrównuje się czasem pod względem ilości stresu, jakie ze sobą niesie, do pilotowania samolotu lub nawet rakiety, czy to jest prawda i jak sobie tłumacze z tym radzą?
Rzeczywiście tłumaczenie symultaniczne to jedna z najtrudniejszych i najbardziej stresujących profesji. Często nawet najlepszy tłumacz, z długoletnim doświadczeniem wchodząc do kabiny czuje zdenerwowanie. Dzieje się tak dlatego, że każda konferencja ma w sobie element nieprzewidywalności. Nawet jeśli znamy jej temat i przygotowywaliśmy się do niej, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o czym dokładnie będzie mówił prelegent, w jakim tempie będzie wygłaszał lub, co gorsza, czytał swój wykład. Poza tym zdarza się, że mówca chce uatrakcyjnić swój występ dobrym dowcipem czy błyskotliwą grą słów. Tylko że najczęściej dosłowne tłumaczenie w drugim języku jest przedsięwzięciem zupełnie karkołomnym, a nie ma czasu na wymyślanie równie błyskotliwej analogii… Wtedy liczy się refleks i opanowanie.
Tłumaczenie kabinowe to praca w ciągłym napięciu, ale podniesiony poziom adrenaliny to mobilizacja, która wyzwala w tłumaczu energię i pozwala na maksymalne skupienie. Być może w gruncie rzeczy jest właśnie potrzebna…? A jeśli ktoś nie potrafi jej dobrze spożytkować, to chyba nie jest to zawód dla niego.
Czy zdarzały się jakieś trudne do opanowania wpadki i co Pani wówczas robi?
Wpadki… Zdarzył się kiedyś taki trudny moment podczas konferencji, na której obok tłumaczenia zapewnialiśmy również sprzęt. Na początku wszystko było w porządku, ale po chwili na salę weszli dziennikarze ze swoim sprzętem i, montując go, przesunęli też trochę nasze instalacje. I w pewnym momencie w słuchawkach zapadła cisza, bo nie było czego tłumaczyć… tłumacze nie mieli dźwięku w słuchawkach. Na szczęście na konferencji byli zarówno polscy, jak i anglojęzyczni prelegenci, a ponieważ na sali była większość Polaków, poprosiłam moderatora, aby zmienił kolejność wykładów w ten sposób, by uczestnicy konferencji wysłuchali najpierw wykładów w języku polskim. W międzyczasie technicy zdążyli odnaleźć przyczynę problemów technicznych i tłumacze mogli wrócić do „zwyczajowego” poziomu stresu.
Co jest najważniejsze przy koordynowaniu tłumaczeń na wielkich spotkaniach czy konferencjach?
To, o czym mówiłam już wcześniej – być na miejscu i przede wszystkim w stałym kontakcie z organizatorem. Zdarza się, że następuje nagła zmiana planów i trzeba szybko na nią zareagować. Jeśli na konferencji obecny jest koordynator, klient ma również też tę pewność, że jest jedna konkretna osoba, do której może się zwrócić w przypadku jakichkolwiek komplikacji. Kiedy koordynowałam prawie tygodniowe tłumaczenia podczas wizyty delegatów Międzynarodowego Biura Wystaw EXPO w Warszawie i Wrocławiu, wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Kończyła się jedna część i nie było wiadomo, co będzie za chwilę – wszystko decydowało się w ciągu kilku minut i to był dla mnie czas na reakcję.
Zdarzają się spotkania, gdzie trzeba znać np. język chiński. Czy Pani firma poradziłaby z tłumaczeniem konferencji w tym języku?
Rzeczywiście zapotrzebowanie na tłumaczenia z języka chińskiego widocznie wzrasta, ale wzrasta też liczba osób władających tym językiem. Tu, jak wszędzie, działa zasada „popyt rodzi podaż”. Coraz częściej zdarzają nam się tłumaczenia z chińskiego, choć raczej pisemne, ale sądzę że bylibyśmy w stanie znaleźć odpowiednie osoby również do obsługi konferencji.
Kiedy jest Pani z siebie zadowolona przy wykonywaniu swej pracy i co daje największą satysfakcję?
Poczucie, że miałam swój skromny udział w realizacji ważnego wydarzenia. A im większego nakładu sił wymaga ten udział, tym większa satysfakcja. I ta świadomość, że pomaga się przełamywać bariery językowe…
Tłumacze muszą czasem i kilka dni się przygotowywać do obsługi tłumaczenia konferencji w wąsko wyspecjalizowanych branżach, gdzie obowiązuje specyficzna terminologia. Czy teraz szykujecie się do jakiegoś takiego spotkania czy konferencji specjalistów ?
Tak, tłumaczenie specjalistyczne wymaga szczególnego nakładu pracy, dlatego tak ważne są w tym przypadku materiały dla tłumaczy. Jeśli chodzi o nasze najbliższe plany, to będziemy się niedługo udzielać chociażby w branży motoryzacyjnej.
Tłumacze muszą cały czas się doskonalić i ciągle uczyć. Jakie kroki podejmują w kierunku dalszego osobistego rozwoju zawodowego?
W przypadku wiedzy ogólnej, na pewno ważne jest to, by pozostawać na bieżąco z wszelkiego rodzaju aktualnościami, natomiast jeśli chodzi o konkretne specjalizacje, każda kolejna konferencja to nowa porcja wiedzy. Dlatego warto podejmować nowe wyzwania.
Jak Pani postrzega obecną sytuację i przyszłość branży MICE z punktu widzenia własnej profesji?
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Mirosław Sulima-Dolina
| Firma: | Behlert&Behlert Tłumaczenia i Konferencje |
| Funkcja: | koordynator tłumaczeń |
| Adres e-mail: | joanna.samlik@behlert.pl |
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑










