Działy
Kategorie
Przemysław Kaczmarski - Człowiek Event
Autor: EventMapa.pl
Z Przemysławem Kaczmarskim, właścicielem Leisure Industry Services rozmawia Anna Malinowska.
Współpracował z największymi rekinami rynku eventowego w Wielkiej Brytanii, zarządzał, transformował i otwierał najbardziej prestiżowe kluby i sieci restauracji - od KOKO, w którym występowała Madonna po takie, w których swoje programy kręci Gordon Ramsey. Do Polski po 10 latach wrócił Przemysław Kaczmarski, który przenosi działalność swojej firmy Leisure Industry Services do kraju.
Po wielu latach w Londynie, gdzie zajmowałeś się organizacją spektakularnych eventów na masową skalę, pracując m.in. u boku Andy'ego Cottona (TAO GROUP), czy Aleksa Rutherforda, właściciela Mintgroup, wróciłeś do Polski i z bagażem doświadczeń. Zacznijmy od samego początku... Jak wyglądała Twoja droga do sukcesu? Od czego się zaczęło i jak trafiłeś do branży eventowej?
Wszystko zaczęło się od... gastronomii. Jeszcze podczas studiów w Szczecinie
szukałem pracy w tej branży - wiadomo, jak każdy student chciałem sobie po
prostu dorobić. Z czasem zdałem sobie jednak sprawę, że to nie tylko praca, ale
coś, co sprawia mi po prostu przyjemność. Z natury jestem osobą otwartą, pełną
energii, a bycie barmanem nie polega przecież tylko na robieniu kolorowych
drinków, ale przede wszystkim poznawaniu ludzi, nawiązywaniu nowych znajomości,
słuchaniu. Nie od dziś wiadomo, że stali klienci nie przychodzą do baru tylko
po to, żeby się napić, ale najczęściej właśnie porozmawiać. Chcą zostać
wysłuchani, wyrzucić z siebie jakieś frustrację, albo zwyczajnie zrelaksować
się po ciężkim dniu.
Coraz bardziej pochłonięty i zafascynowany pracą w gastronomii, chciałem
jednocześnie rozwijać się i stawać coraz lepszym w tym, co robię. Zacząłem
uczęszczać na różnego typu kursy i szkolenia z zakresu wiedzy o alkoholach i
doskonalenia sztuki barmańskiej. Mój zapał i zdobywana powoli wiedza
zostały z czasem zauważone, co spowodowało, że piąłem się coraz wyżej. Z
kelnera, awansowałem na barmana, potem na kierownika baru, asystenta i w końcu
managera. Oczywiście po pewnym czasie, znowu poczułem chęć dalszego rozwoju. W
celu podpatrzenia branży za granicą wyjechałem do Londynu i spędziłem tam 10
lat.
Najpierw zostałem barmanem w jednym z tamtejszych klubów, po czym dość szybko
awansowałem ponownie na stanowisko managera - tym razem głównego managera w
największym londyńskim klubie. Juz po roku czterokrotnie zwiększyłem jego
dochody. Pewnego dnia jednak, usiadłem i zadałem sobie pytanie: czy to
już wszystko, do czego dążyłem? Odpowiedź była prosta... Nie! Chcę pracować
przy produkcji wielkich wydarzeń - koncertów, uroczystości, usprawniać wielkie
obiekty muzyczne... Jednym słowem chcę robić wielkie BOOM!
Co było dalej?
Awansowałem na Project Managera i stałem sie odpowiedzialny za otwieranie
kolejnych klubów, restauracji i hoteli grupy. Pracowałem też przy produkcji
festiwali, w którą zaangażowali się jej właściciele.
Twój największy sukces na tym etapie?
Wydźwignięcie niemal z bankructwa padającego klubu i przeobrażenie go w jeden ze słynniejszych lokali w Anglii (transformacja Camden Palace, znanego obecnie, jako klub KOKO, w którym niemal od razu po otwarciu zaczęli występować tak sławni artyści jak na przykład Madonna) oraz czterokrotne zwiększenie zysków Infernos Club, którego byłem Managerem. To miejsce nadal jest mi bardzo bliskie i do dzisiaj traktuje je jak swoje zawodowe dziecko.
Oczywiście na tym nie poprzestałeś...
Aby jeszcze bardziej podnieść swoje kwalifikacje postanowiłem podjąć studia,
które związane byłyby z moją pracą i zainteresowaniami. Ku mojemu zdziwieniu i
uciesze zarazem, na jednym z londyńskich uniwersytetów znalazłem kierunek International
Events and Hospitality Managment. Oczywiście studiów i pracy było mi za
mało, więc zaangażowałem się w kolejne przedsięwzięcia. Wkroczyłem w świat
eventów „z prawdziwego zdarzenia" prowadząc wiele multimilionowych
projektów.
Co to były za projekty?
Nie sposób chyba zliczyć wszystkich. Nawiązałem między innymi współpracę z
Polskim Radiem Londyn oraz agencją London Sound Production, zajmującą się
produkcją wielu programów radiowych i wydarzeń muzycznych w Wielkiej Brytanii,
której pomogłem wejść na polski rynek. Organizowałem eventy w największych
londyńskich klubach - wielka produkcja, światowi DJ-e... Wspierałem background
logistyczny i project management wielu agencji eventowych. Z
najciekawszych rzeczy można by chyba wymienić opracowanie systemu zarządzania
największej tajskiej sieci restauracji w Europie oraz przygotowanie jej
wielkiego otwarcia, na którym pojawili się tacy goście jak na przykład państwo
Beckham. To było ciekawe wyzwanie, bo musiałem zająć się między innymi
opracowaniem kontroli i procedur działania ośmiu olbrzymich namiotów barowych
oraz sekcji VIP, w której często gościłem gwiazdy światowego formatu, np.
zespół Groove Armada. Do dziś restauracja zdobywa liczne nagrody, a
ostatnio zawitał do niej ze swoim telewizyjnym programem Gordon Ramsey.
Mając już doświadczenie i wiedzę zająłeś się działalnością konsultingowo-doradczą. Spełniłeś marzenia otwierając firmę zajmującą się konsultingiem w biznesie events i hospitality - Leisure Industry Services. Nie bałeś się, że sobie nie poradzisz? Miałeś jakieś obawy?
Obawy... oczywiście były i są do dziś... W Wielkiej Brytanii głównie
obawiałem się, że nie będę w stanie przebić się na rynku i konkurować z
wielkimi firmami mającymi olbrzymie budżety, wielu konsultantów, oddziały w
całej Anglii, wyrobioną markę i milionowe kontrakty. Aczkolwiek poprzez mój
upór, wytrwałość oraz wypracowane przez lata własne znajomości, z czasem
zacząłem angażować się w coraz ciekawsze projekty.
Jak biznes zaczął się kręcić?
Już na studiach stałem się członkiem wielu Stowarzyszeń branżowych, co zawsze otwiera pewne kontakty (m.in. International Festivals & Events Association, Event Industry Association, Restaurant Association UK - przyp. red). Zaangażowałem się też we współpracę ze Stowarzyszeniem International Hospitality Asociation. W trakcie nauki organizowałem z nimi i dla nich eventy. Znalazłem się też w Commity ( Radzie - przyp. red). Tam natrafiłem na Andiego Cottona i inne osoby z liczących się na świecie firm eventowych. Odświeżyłem wiele nagromadzonych przez lata pobytu w Londynie kontaktów i jakoś wszystko zaczęło się iść do przodu...
Osobiście chciałem założyć stowarzyszenie eventowe w Polsce juz w roku 2005, ale zaczęły sie studia i ciekawe projekty, co niestety zatrzymywało mnie w Londynie. Aż pewnego dnia natrafiłem na informacje o tworzącym sie stowarzyszeniu w kraju. Tego samego dnia zarezerwowałem bilet do Warszawy aby natychmiast spotkać sie z Panią Moniką Krusiewicz - przedyskutować jego przyszłość i strategię. Dziś już trzeci miesiąc po powrocie spotykamy sie bardzo często pracując wspólnie nad rozwojem Stowarzyszenia.
Zatrzymajmy się więc na chwilę przy Stowarzyszeniu naszej rodzimej branży eventowej. Jak to w Polsce bywa jedni się w nie angażują widząc sens, inni wychodzą z założenia „poczekajmy co z tego będzie" to może się przyłączymy... Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
Czy sie zrzeszać? Ależ oczywiście! To jest jedyna droga do wypracowania standardów oraz „wyniesienia" naszego rodzimego przemysłu eventowego. Wprowadzenia go w świat tak, aby był rozpoznawalny. To jedno. Drugie zaś to doprowadzenie do tego, że młody człowiek, który kończąc szkołę średnią stoi przed wyborem „co dalej": lekarz, pilot, nauczyciel... miał wybór „Event Manager". Tylko poprzez wspólną pracę i regularne eventy, targi ,workshopy, działania z przedstawicielami władz (politycy, Minister Kultury) będziemy w stanie przyczynić sie do tego, aby zaczęto brać nas na poważnie, bo przecież event jest potrzebny każdej branży, więc de facto największa branża należy do nas...
Z moich dotychczasowych obserwacji rynku eventowego w kraju, wynika ze panuje na nim wielki bałagan oraz olbrzymi głód fachowej wiedzy, także priorytetowym celem Stowarzyszenia będzie na pewno usystematyzowanie rynku, wypracowanie etyki, opracowanie standardowych dokumentacji i procedur obowiązujących na Zachodzie. Przygotowywany wspólnie ze światowymi ekspertami cykl szkoleń będzie niewątpliwie czymś wyjątkowym i szalenie cennym dla rodzimej branży. Już podczas warszawskich targów EVENT wielu przedstawicieli branży miało okazję przekonać sie o olbrzymiej wiedzy oraz operacyjnych metodach działania eventowych pionierów ze świata (Andy Cotton - właściciel TAO Group - przyp. red).
Wracając do Ciebie. Z poziomu Londynu przeprowadziłeś też sporo projektów w Polsce...
Z Londynu współpracowałem z paroma szczecińskimi klubami i barami wprowadzając dla nich codzienne europejskie procedury i standardy. W 2006 zostałem zaproszony na Sunrise Festival w charakterze konsultanta (moim zadaniem było opracowanie raportu z jego przygotowań i jakości przebiegu). Omawiane w raporcie propozycje i sugestie dotyczące jego dalszego rozwoju, a przede wszystkim jakości i sposobu prowadzenia części dla artystów, VIP-ów oraz części gastronomiczno - barowych zostały wprowadzone w życie w latach kolejnych przyczyniając się do jego sukcesu.
Dlaczego wróciłeś? Przecież wielu na Twoim miejscu zostałoby w Londynie i kontynuowało tak świetnie zapowiadającą się międzynarodową karierę...
Brakowało mi poczucia ze jesteś w domu, jesteś u siebie. Myślę, że w dużej
mierze do mojej decyzji o powrocie przyczynił się fakt, a raczej szansa i
możliwości, jakie daje jakże młoda polska branża Events and Hospitality. Moje
nietypowe kwalifikacje oraz doświadczenie z UK są niewątpliwie czymś
niespotykanym na naszym rynku. Postanowiłem, więc przyczynić się do rozwoju
naszej rodzimej branży, przekazać swoje doświadczenia. Mam nadzieję, że coś do
uda mi się do niej wnieść.
Koniec części pierwszej.
A już za tydzień: Co według Kaczmarskiego mamy do nadrobienia, co
poprawiło się na przestrzeni lat na polskim rynku, nad czym obecnie
najintensywniej pracuje „Człowiek Event" i czy w jego pojęciu istnieje coś
takiego jak czas wolny, a jeśli tak to jak go wykorzystuje?
Najchętniej czytane
Zapowiedzi
powrót do góry ↑










